21.11.2017

Uczucie lekkości...

"Człowiek czy kwiat ,niczym się nie różni ,walka o życie jest nam podobna"
Moje róże, tak bardzo pragną dać mi radości .
Walczą z przeżyciem,ich piękno zmieniło się w kryształ.Pomimo to rozkwitają,jak na długo??Nikt nie wie...
Tak samo ,jest ze mną.
C.d....mojej walki z rakiem.

Wybudzałam się pomalutku ,aparat do pomiaru ciśnienia ,uciskał co 10 min rękę,wtedy otwierałam oczy.Byłam przytomna,nie majaczyłam.
Zobaczyłam ,że jestem już na innej salce,obok mnie leżą inne kobiety,parawaniki zasłaniają te panie ,które jeszcze spały.Te które były już wybudzone ,szykowały się do pokojów hotelowych.
Tu nie wybudzają z narkozy ,czekają aż chory sam się wybudzi,cały czas sprawdzają ,czy wszystko jest ok....Ja spałam 40 minut po zabiegu,pielęgniarki widząc mnie ,że już zaczynam się poruszać ,otwierać oczy od razu odłączyły wszelakie aparaty,zapytały mnie ,czy wszystko dobrze,jak się czuję ,czy coś mnie boli...
Byłam nafaszerowana lekami znieczulającymi ,łącznie z morfiną.
Bólu żadnego, ale kiedy podniosły mi pod głowę podpórkę, bym mogła napić się i zjeść ,poczułam ,że głowa o mało co ,nie odkręci się ,niczym wykręcająca żarówka::)))) Tak działały leki.....
Pielęgniarka podeszła z zestawem herbat  .
-Jaką chcę do picia?
Duże było do wyboru,postanowiłam wypić owocową z malinami.
Zaraz dostałam też kanapki, dwie duże bułki świeżutkie z żółtym serkiem ,ogóreczkiem i masełkiem..Bo tak sobie zażyczyłam.
Podały mi na tacy- stoliczku ,poprawiły poduszkę i ciągle mnie obserwowały, czy wszystko ok...
Dobę nie miałam nic w ustach,kanapki zjadłam raz dwa ,były tak pyszne"")))Poczułam się o wiele silniejsza.
Obserwowałam w trakcie jedzenia,jak te kobietki się uwijały,pielęgniarki nie siedzą w osobnych gabinetach,one są non stop przy chorych,ciągle w ruchu,naprawdę dają z siebie wszystko .Jeśli chodzi o ten czas zaraz po operacjach i zabiegach.
Najedzona ,szczęśliwa ,że już wszystko za mną,teraz tylko dochodzić do zdrowia.Ale nie wiedziałam ,że to będzie najgorsze.
Mąż córka i tłumaczka przyszły do mnie ,przywitały radośnie...Pielęgniarka podjechała wózeczkiem, posadziła mnie wygodnie ,druga  z moją osobistą szafką i moją rodzinką ,wyjechaliśmy na hol  w kierunku pokoju hotelowego.Chorzy którzy nie są w poważnym stanie są w pokojach hotelowych,np po porodzie,po zabiegach takich jak mój,laryngologii itd..
Duży przestrzenny pokój,obok recepcja i pielęgniarki,niedaleko stołówka .
Tu dokonałam wpłatę 150 koron na dobę i 50 koron za Anule ,bo była w nocy ze mną ,tak w razie czego..
Tak wygląda pokój dla chorego.obok WC ...do dyspozycji TV. internet..
Było mi wygodnie i tu dopiero pomalutku odtajałam po wszelakich prochach::)
Taki miałam staniczek ,bardzo pomocny w chodzeniu ,Nie czułam przy chodzeniu bólu ,bo ładnie podtrzymywał piersi.
Czas szybko leciał,doba też,co jakiś czas pielęgniarka wchodziła z pytaniem ,czy wszystko dobrze...
Dostałam mocne leki przeciwbólowe i morfinę.Skorzystałam jedynie z mniej szkodliwych leków a morfinę zabrałam do domu.
Z rana przyszła pielęgniarka, przyniosła 5 zastrzyków przeciwzakrzepowe .
Wystraszyłam się , zawsze bałam się zastrzyków, nie miałam na to wpływu.
Pani usiadła z uśmiechem obok mnie i nakazała podnieść bluzeczkę ,bo miejsce do wkłucia jest na brzuchu obok pępka ...
-O matusiu...nie!!! lamentowałam ,malutkiej igiełki się wystraszyłam ,po tym co już przeszłam...I od razu oblał mnie dziwny spokój..
No, głupotą jest bać się tego...
Wystawiałam brzucholka ,pani złapała za fałdkę "")))Igiełka zrobiła bęc..ta ...ra ..ra...
Oj,co za ulga ,strach to najgorsze zło..NIE BOLAŁO...☺
No to chrzest za mną ,ale czekała mnie niespodzianka ,bo w domu mam sama sobie robić zastrzyki 1 na dzień..
-Ja?....nie dam rady,nigdy tego nie robiłam..
-Dasz ,odpowiedziała,widziałaś jak to zrobiłam i naprawdę ,nie ma tu nic trudnego.
Nie miałam wyjścia..przez 4 dni dam radę..Bo musiałam mieć 5 ampułek.
Na koniec przyszedł pan onkolog Erik☺Powiedział mi wszystko , na jakim jestem etapie po zabiegu ,jak wszystko przebiegło w czasie zabiegu i w moim przypadku mam szczęście,bo ten rodzaj raka atakuje hormon kobiety- estrogeny .
Dobrze reaguje na leki i zazwyczaj daje się wyleczyć w 100%..Guz miał 8 mim,wczesne stadium ,dlatego miałam szczęście.Teraz czekać mam na kontrolę za miesiąc , mam normalnie funkcjonować ,ale bez wysiłku..dostałam specjalne opatrunki w trakcie kąpieli - prysznic i to krótki.
I jeszcze kilka zdań wymieniliśmy ,lekarz miał dla mnie pół godziny czasu,mogłam jeszcze zasięgnąć porad i innych ciekawostek co dalej.
W DOMU....
Najlepiej ,najpiękniej ,najwygodniej.......Od razu dostałam skrzydeł.
Mąż kupił mi piękne białe róże ,stały już w sypialni ,czyściutko ,okno otwarte ,ptaki śpiewają ,łóżeczko czekało na mnie ☺.Jak dobrze być w domu..
Nawet doba nieobecności ,jak dla mnie to jest długo..
Od razu zakazano mi chodzić i tak powinnam robić by nie dostać skrzepu,bo jednak było trochę w piersi grzebania i węzłach chłonnych..
Dopiero po drugiej dobie, zaczęłam odczuwać wszelakie bóle.
Mogłam spać jedynie na wznak,i na drugim  boku.
Podkładałam poduszeczki pod boki ,pierś najlepiej odpoczywała na płasko,więc regulowałam sobie ,by nie bolało...
Zastrzyki dałam sobie bez problemu,złapałam mocno za skórę ,wcisnęłam igłę ,uwolniłam zacisk i siup.....!!raz dwa i po strachu.☺☺
Nie narzekałam ,byłam opanowana,wychodziłam troszeczkę na taras ,popatrzyłam na moje cudeńka kwiaty..Cieszyłam się wszystkim ,nie myśląc o bólu..I co dalej..
Każdy wieczór był do miesiąca czasu uciążliwy..Pierś goiła się ,ale też od środka zbierała się chłonka -płyn.To było najgorsze ,bo robiła się taka twarda ,jak bym miała w sobie pokarm::)))I niektóre kobietki lecą do lekarza, by odciągnąć płyn ,ale im więcej ściągają ,tym więcej przybywa..
Ja radziłam sobie dość dobrze,stwierdziłam ,że leżąc na boku,płyn jakby rozlewał się pod skórą łopatki i żeber☺☺Przynosiło mi ulgę.Wytrzymałam miesiąc..
PIERWSZA WIZYTA -po zabiegu..
Pan onkolog, który -operował mnie.. trafiłam na najlepszego onkologa w tym szpitalu..Tak mi powiedziała pielęgniarka.
Rozmowa miła ,zbadał mi węzły chłonne, obejrzał pierś...Przez miesiąc czasu ,pięknie się goiło..Zaskoczeni byliśmy tym ,że nawet kropelka ropy ,czy krwi   nie było na opatrunku..Suchutko i czysto.Z czego lekarz był zadowolony ,to znaczy że zero infekcji,czasami bywa ,że potrzeba sączki zakładać .
U mnie rana suchutka ,to że w siniakach to zrozumiałe.Sporo się działo pod skórą i pachą ,miałam dwa nacięcia ,pierś i pacha .Tam około 5 cm  , wyciętą miałam "bramę węzłów "Ale wszystko ładnie się zagoiło.Powiedziałam o tej chłonce.Lekarz powiedział .
-Jeżeli doję rade z tym wytrzymać ,to lepiej bym nie ściągała ,im mniej penetracji ,tym lepiej dla mnie.Zawsze po wkłuciu może dojść do infekcji .Ściąganie pomaga w bólu na kilka godzin,ale płyn zbierać się będzie większy i może to trwać miesiącami.Dlatego jak mogę wytrzymać , niech tak zostanie.I tak zostało.Do trzech miesięcy miałam takie objawy,ale do wszystkiego można się przyzwyczaić .Z dnia na dzień była poprawa ,czasami jak pozwoliłam sobie na machanie ręką ,bo włączyłam się po 2 miesiącach w prace domowe,to potem się zemściło...Niestety przy tej chorobie trzeba jednak odpuścić fizyczne robótki::))
Ale ja uparta baba jestem☺ Jak było lepiej ,to do dzieła ,jak bolało ,puchło to ,do łóżeczka..No ,ale moja psychika zakodowała sobie to ,że musi boleć i po czasie musi się zagoić .Nie użalałam się ,jedynie obawiałam się ,by nic nie wyskoczyło w trakcie leczenia..Po trzech miesiącach, zdjęli mi plasterki z szwów .W piersi długo jeszcze miałam  siniaki ,czasami się chowały ,czasami coś tam się  ukazywało.Ale tak musiało być.Po trzech miesiącach dość dobrze się zagoiło .
Wizyta z lekarzem i kontrolne badanie.
RADIOTERAPIA-naświetlania.
Czekała mnie miesięczna jazda codziennie do szpitala na naświetlania,chemii nie miałam i całe szczęście.
Od poniedziałku do piątku ,przez miesiąc czasu po 3 minuty .
Kładłam się,panie mnie ustawiły ,by dokładny promień światła nakierować tylko na chorą tkankę.Zrobiły mi wcześniej, kropki- tatuaż,po bokach piersi,by co do milimetra naświetlanie objęło tylko tę część co trzeba....mam na pamiątkę te kropeczki,bo tego się nie wymyje::)
I tak przez miesiąc musiałam bywać ,tylko na kilka minut.
Oczywiście wcześniej mówiono mi ,że mogę mieć po tym, kaszel,bicie serca mocniejsze,zmęczenie,senność.Jeżeli ,coś się będzie z tych rzeczy dziać ,to mam zgłaszać.
Po dwóch dniach dopiero zaczęłam odczuwać : Wychodziłam ze szpitala ,miałam bliziutko busa, sama jeździłam ,ponieważ nie czułam się źle.
Ale skutki uboczne zadziałały...Siadałam na końcu ,by nie przeszkadzać innym i kaszel robił swoje...suchy..duszący..tak przez godzinę codziennie,jak tylko wychodziłam po naświetleniu.Serce też chyba dostało trochę wiązki Czarnobyla .
Odczułam to po radioterapii.Było niespokojne i tak mi pozostało do dzisiaj.
Po miesiącu pierś wyglądała opalona ☺☺lekko poparzona od spodu..Dostałam specjalny krem ,by ulżyć ,bo bolało bardzo.Dostałam też specjalne opatrunki ,by nie pocić się pod staniczkiem.Pomagało...Ale zdawałam sobie z tego sprawę ,że lekko nie będzie ,musiałam to wszystko przejść.Do dzisiaj skóra na piersi jest ciemniejsza,po tak długim czasie,na skórze pojawiły się malutkie pieprzyki,wcześniej wszystko zabiło i skóra była jak u niemowlaczka::)
OSTATNIA WIZYTA...
Onkolog -rozmowa-badanie-recepta..
Na 5 lat po jednej tabletce dziennie,

Tamoxifen -lek który hamuje nadprodukcje hormonów.

Cena leku za 100 tabletek niecałe 300 koron na rok 3 opakowania.

Biorę już 2 rok..w aptece mam wypisaną receptę na 5 lat.Wystarczy tylko mój perszonummer i pani w komputerze ma wszystko.Nie trzeba chodzić do lekarza.
Teraz tylko co roku badania,jak na razie jestem czysta..♥♥
UFF>.........
Dałam radę,Byłam wdzięczna tym ludziom ,co tak przy mnie "skakali"
Tu nie ma czego takiego ,jak: koniak,prezenty...NIE WOLNO I LEKARZ NIE WEŹMIE A WRĘCZ MOGĘ MIEĆ NIEPRZYJEMNOŚCI JEST TO ŹLE ODBIERANE.
Uścisk i szczery uśmiech ,podziękowanie jak najbardziej))
A to na pamiątkę z moim onkologiem ,który mnie operował i prowadził moją chorobę do końca::))Te kwiatuszki celowo wkleiłam , uśmiech miałam straszny,też zakryłam ,no tak się czasami zdarza ,człowiek się ustawia do zdjęcia ,a wyjdzie jak czarownica..::)))
Na koniec powiem tylko to,że nadal odczuwam czasami ból np. na zmianę pogody,lewa ręka już jest słabsza ,bo wycięte węzły nie pozwalają na 100% machanie ręką,trzeba się pilnować ,nie forsować,jak za dużo ,to spuchnie tu,gdzie były węzły..No tak ,wiem ,że do końca już będę lekką niedyspozycyjną kobietką .Ale z tym idzie żyć.I oby tak pozostało.
Kochani ,opisałam moją chorobę,nie po to by się chwalić,ale po to by kobiety dowiedziały się jak to jest.Nie wolno się bać!ufać lekarzom...ufać sobie i wierzyć ,że będzie dobrze.Ja rozumiem ,nie wszyscy mają takie szczęście WYGRAĆ.
MNIE SIĘ UDAŁO .DZIĘKUJĘ BOGU...DZIĘKUJĘ LEKARZOM...DZIĘKUJĘ SOBIE ,ŻE SIĘ NIE ZAŁAMAŁAM.I MOJEJ KOCHANEJ RODZINCE.
Jak ma się taki personel ,to zdrowie raz dwa zawita::)))
Pozdrawiam cieplutko i już nie zanudzam♥♥

20 komentarzy:

  1. Danusiu, bardzo rzeczowy post. Wiele bezcennych informacji dotyczących samopoczucia po zabiegu, ze szczególnym uwzględnieniem tego czasu.
    Wiele osób odbiera przeciągającą się rekonwalescencję jako pogorszenie stanu zdrowia i postęp choroby! I z powodu bólu nie zawsze wierzą lekarzom czy pielęgniarkom.A to wcale tak nie jest! Bardzo pięknie to opisałaś.
    A tak na marginesie - NIESŁYCHANIE DZIELNA Z CIEBIE BABKA!!! :)

    P. es. podoba mi się ujednolicenie uniformów personelu, u nas to wolna amerykanka - "rewia mody" ;))

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję .Napisałam to co przeszłam,uważam ,że przyda się troszkę informacji o takim przypadku jak moim ..Miłego wieczorku życzę::))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Umiesz się nadal cieszyć każdą chwilą, każdym drobiazgiem. Choroba nie zniszczyła Twojej pogody ducha, to najważniejsze.
    Bądź po prostu szczęśliwa, Danusiu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Aniu. Tak naprawdę, to nie mamy wyjścia na niektóre choroby.Trzeba to przejść i cieszyć się z życia.buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrówka Danusiu,
      ja dziewiąty miesiąc
      łykam damskie hormony.

      Usuń
    2. Witaj w klubie Jan Toni ��

      Usuń
    3. O 6.00 rano
      już jestem Panią.

      Usuń
    4. A ja przed spaniem wspomagam na "nie"☺

      Usuń
  6. Twoje informacje są jak najbardziej przydatne.
    Moja siostra leczy się już 14 lat w szpitalu w Gliwicach. Jest, tak jak i Ty, bardzo zadowolona z opieki. Bardzo złośliwy rak zniszczył jej tarczycę, którą usunięto całkowicie. Wczesna diagnoza i właściwa opieka medyczna to podstawa sukcesu:)
    Życzę Ci dużo zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źyczę siostrze zdrówka. Trzeba zawsze wierzyć. Mieć nadzieję. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  7. Witaj Danusiu.
    Grunt to się nie załamywać i walczyć. Dobrze, jak się ma fajnych ludzi wokół siebie.
    nadal trzymam kciuki za zdrowie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie zdarzają się fajni lekarze,są tez niewypały::)) tak samo ze zdrówkiem naszym::))Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Dzielna z Ciebie Dziewczyna. I taka prawdziwa, a ten opis pomaga uwierzyć, że w szpitalu pomagają (bo ja po prostu mam szpitalną fobię). Ściskam mocno i dla Ciebie zawsze nieustającego zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A te róże w śniegu - niesamowite ! Jaka szkoda, że muszą zwiędnąć ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu mam nadzieję ,że już nigdy nie będę musiała tego doznawać ,ale nigdy, nie mów nigdy ☺ I chyba muszę o tym pamiętać::) No tak,róże jeszcze pięknie rozkwitają i to jak na złość późna jesienie trzeci raz..Mam fajne odmiany w tym roku dopiero poszły mi w górę i miałam więcej w rozkwicie.Od jutra ocieplenie ::)Pozdrawiam .

      Usuń
  10. W pierwszej chwili się wystraszylam tym szpitalem ale potem doczytałam, że to wspomnienia. Choć na wizyty kontrolne co jakiś czas musisz chodzić.
    Wszystko dobrze, co się dobrze kończy. Życzę zdrówka i jak najdłuższego życia, zwłaszcza ,że w końcu sama sobie stworzyłeś mały " eden ". To musisz przynajmniej z pół wieku się nim nacieszyć. ☺
    Pozdrawiam całą Twoją rodzinę !...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jula dzięki ,własnie przelali mi pierwsza emeryturę i na decyzji wyliczyli mi tez okres życia:)21 lat ..No to muszę brać się za siebie, by tyle dożyć::))))buziaki Pozdrawiamy .

      Usuń
  11. Dobrą masz pamięć, tak pamiętasz detale, nawet te niemiłe. Dobrze, że to już za Tobą, w Szwecji na pewno łatwiej chorować, u nas się mówi: Trzeba mieć zdrowie by chorować!
    Pozdrawiam.
    Piękne te ostatnie róże upudrowane.

    OdpowiedzUsuń
  12. Krysiu ,takie rzeczy się pamięta na bardzo długo::)))buziaki

    OdpowiedzUsuń