wtorek, 23 sierpnia 2016

Zapracowana...........

Miałam opisać cd..moich wojaży w Polsce,ale dodam w skrócie::))
Byłam w takim towarzystwie::)))
"pifkowałysmy" po obiadkach ☺
 na lodach do tej samej lodziarni ,kiedy miałam 10 lat."U Czarnej"Lody własnego wyrobu,pyszne::)
Anula z moją siostrą:)
Pomnik "Żołnierzom Wyklętym"we Włodawie.
 Relaks nad J.Białym w Okunince::))
W sumie to tłoku co niemiara było..Ale ze względu na upał ,posiedziałyśmy troszkę nad wodą::)
Tu byliśmy nad granicą Ukrainy nad Bugiem
Pamiątkowa fotka na moście::)
Takie były piękne zachody słońca :)
 Nigdy nie byłam w cerkwi ,mieliśmy okazję zobaczyć:)
Moi przyjaciele z Torunia::)
 Takie cudeńka wiekowe balkoniki:)
I wiekowe chaty przy samej granicy .
Byliśmy w Łodzi w ZOO..strasznie zaniedbane ZOO...Brakuje pieniędzy i zarządcy..Żal zwierząt.
A tu mieszka mój brat,dawniej też moje podwórko z dzieciństwa::)
W oddali widać szary most nad lasem..Pościnane lipy i kasztany ,dużo się zmieniło::))Tu spędziłam najpiękniejsze dzieciństwo::)
W tej rzece Włodawce  moczyliśmy dupska,rzeka bardzo zarosła,kiedyś była głęboka woda:)

Teraz jest cichutko ,ale przyjemnie.
 Dawna moja szkoła,teraz zrobili piękne pokoje gościnne -hotel.
Takie typowe krańce Polski , można  naprawdę wypocząć.
Tu miał swój domek letniskowy aktor Jacek Chmielnik,który zginął porażony prądem w piwnicy.
,mój wujek sprzedał mu stary domek w Suchawie i tam co roku z rodziną przesiadywał w ciszy ,ładując akumulatory do pracy::)Pewnie go znacie i pamiętacie.
Był bardzo lubiany przez osadników tej wsi::))
...............................................................................................................
Po 16 dniach ,wróciłyśmy stęsknione i bardzo spragnione domku,łóżeczka własnego i naszego pańcia i piesia::)))
Pogoda obecnie dopisuje,jest pięknie zbieramy grzybki ,borówki czerwone::))


Ciężko chodzi się po lasach bo pełno skał ,strumyków ,teren nierówny :)
Ale jak takie grzyby zbieramy::)))
Same prawdziwki i kurki::)
Do tego czerwonej borówki uchwycę i mam konfitury::)
Są bardzo zdrowe::))w smaku żurawiny ,tylko łagodniejsze::)
Pomidorki tez dojrzewają szybko::)
ogóreczki jeszcze zrobiłam
 Musy z papierówki przez cały tydz.

Tylko biegałam góra ...dół..zamrażarka już pełna::))
Sami widzicie ,że grzechem  było by wyrzucić:)

Suszę też ,zimą smakują wyjątkowo::)
Szarlotka do znudzenia ::))))
Także w syropie ...::)
Na drzewach dojrzewają późniejsze ,też smaczne ,ale te w skrzyneczkach na zimę będą::)


Teraz bawię się grzybkami ,suszę ,marynuję i zamrażam::))
Pozdrawiam cieplutko,odwiedzę Was przy niedzieli::)))Dziekuję za miłe komentarze Przepraszam ,że nie odpowiadam czasami na nie,ale brakuje mi czasu,siadam wieczorkiem na chwilkę i padam ze zmęczenia.Ale czytam Was ..Kiedy nawałnica z przetworami się skończy ,będę już miała więcej wolnego::)))
Trzymajcie się kochani-danka



niedziela, 21 sierpnia 2016

Powroty do domu zawsze są piękne::))

WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ ZA CUDNE KOMENTARZE.
...............................................................................................................
Tak długo oczekiwany wyjazd do Polski ,jest już wspomnieniem.
Odwiedziłam całą moją rodzinkę,niektórzy nie wiedzieli ,że się pojawię .Niespodzianki są najlepsze .Nie chciałam swoją osobą ,robić kłopotu innym..Ale nie powiem ,było miło ,łza w oku zakręciła się kilka razy.Z bratem nie widziałam się chyba z 10 lat,przeszedł dwa zawały,nie ma zdrowia,ale żyje się całej rodzince dość dobrze i spokojnie. Odwiedziłam mamusi siostrę ,wiekowa już ciocia 86 lat i wujcio ::)Oboje mieszkają w tej samej miejscowości co brat..Było mi niezmiernie miło ,bo pogoda piękna ,rodzinka dopisała przypadkowo ,zlot był przy sobocie::)))Było naprawdę miło..U siostry we Włodawie kilka dni ,także miłych::) Nic nie wolno było nam robić ::) Siostra sama w kuchni jak robot ☺"My są goście " A gości trzeba ugościć::)))Podziwiałam ją za wszystko,nie dała się ubłagać ,by choć pozmywać po jedzeniu...Nic ...i basta...
No to brzuchy pęczniały i najlepiej spodnie na gumkę ::)))
Ale żeby zgubić,to co weszło w boczki,spacery obowiązkowe...Miasteczko malutkie ,nie ma gdzie za bardzo chodzić,ale jak ktoś chce to znajdzie::)) swoją drogę::)))
.........................................................................................................................
Nigdy nie leciałam samolotem ,obawy i ciekawość ogromna.Zawsze płynęłam promem ,ale trzeba było doznać w przestrzeni zachwytu::))..Wspaniale się lata samolotem ,bardzo dobrze znosiłam wszelakie niedogodności z turbulencją .Córka niestety cierpiała,łapała się za uszy,ból przechodził aż do krtani,myslałam że się dziecina wykończy ☺☺Zajadała cukierki ,by była ruchoma szczęka ☺☺..Uśmiałyśmy się ,bo miało być na odwrót .To ja miałam mieć stracha,i cierpieć ,bo ciśnienie mi skacze jak konik polny ☺..A tu młode wykorkowało po całości....Ale przeżyła, lot szybki bo 45 minut ..Promem ponad 10 godz. płyniemy a samolot? niecała godz. Świetna sprawa.Teraz ,to ja już wiem ,jak mam się poruszać na lotnisku,wiem jak przechodzić bramki ,wiem gdzie mogę załatwić wszelakie sprawy..A ja zawsze myslałam ,że na lotnisku jest najgorzej,że można szybko się zagubić .A tu tak fajnie oznaczone są wszystkie miejsca.Cieszę się ,że odwaga wzięła górę, nad moim rozumem::)
Nasz samolot już czekał w Landvetter Airport .
W Gdańsku odebrał nas nasz przyjaciel ..W Toruniu byliśmy szybciutko ..
Strasznie chciałam zobaczyć, moje dawne miasto. 
Toruń bardzo wypiękniał ,Na dawnej mojej dzielnicy "Skarpie"zmiany ogromne ,wszędzie nowe chodniki,ścieżek rowerowych przybyło,w lasach o dziwo...CZYSTO!!!!zero puszek,papierów,itd...Tym byłam najbardziej zaskoczona.
>.........................................................................
Grażynka czekała na nas z obiadkiem,w drzwiach wpadłyśmy sobie w ramiona,łzy popłynęły...ech te wzruszenia...
Ale to takie miłe ,kiedy tulisz do serca przyjaciółkę ..Tyle pięknych lat przeżyłyśmy razem::))
Były dania dla Ani Wega,a my zjedliśmy pyszne gołąbki i mięsko z kurczaczka..☺Apetyt od razu podskoczył o 100%..
.............................................................................................
Czy piliście kiedyś z buta?
Miałam tę przyjemność,piliśmy nalewki ..powiem Wam ,że nie jest łatwo ☺. Trzeba umieć z buta pić..
Ale celowo nikt mi nie powiedział..chwyciłam za kielich ,piję a tu ,bul...bull... i bańki do nosa poleciały na tyle ,że oblałam się po całości ::))To był taki karniak ☺
Teraz będę wiedziała ,że trzeba chwycić za czubek buta i boczkiem ,delikatnie ...no...ale z Grażynką miałyśmy tyle do  nadrobienia ,że często zapominałyśmy ,jak chwytać buciora ,by się nie oblać::))Po kilku godzinach ,nauka w las nie poszła...☺
...............................................................................................
Na początku tylko dwa dni w Toruniu,ugadaliśmy co dalej ..bo plany były na dalsze wyprawy..My następnego dnia z Anulą do Łodzi ,na trzy dni .Następnie do Lublina i z Lublina do Włodawy.Grażynka z mężem w tym czasie pojechali w Bieszczady.W powrotnej drodze, przyjechali po nas i tu jeden dzień z noclegiem ,spędziliśmy bardzo miło czas .Siostra ugościła moich przyjaciół,dała im nocleg.Obiadek z kolacją::))

 Tu zostaliśmy poczęstowani nalewką z gór ☺ pokrzywka..zielona i mocna ,niczym ogień siarczysty.Góralka dała w prezencie ,by wczasowicz do niej ,na drugi rok powrócił::))I pewnie powróci ,jak takie lekarstwo na wszelakie choroby daje::)Powiem Wam ,że nie szło tego pić ,miałam wrażenie że zajadam pokrzywy ha ha ha ..Odstawiliśmy  to , w zamian tego poszło coś lżejszego::)))To nie na nasze głowy,Trzeba urodzić się góralem,by pić takie moce piekielne::))Tu są moje dwie siostry ..po prawicy i lewicy...ja blondyna::))I nasi goście.Anula robiła fotki ,nie było rozkazu ...UWAGA UŚMIECH!...bo było i tak wesoło::)))
Pyszności siostry każdy zachwalał::)))to akurat danie Anuli WEGA
 Była swojska wędlinka::)
Było smaczne ciasto::)
papryczki...itd....cdn.........☺☺
................................................................................
Pozdrawiam i dziękuję za miłe komentarze z poprzedniej notki::))