wtorek, 17 stycznia 2017

A miało być tak smacznie......

No miało być.....Naszło mnie na rogaliki
Ciasto wspaniałe,mięciutkie ,bo z margaryną ,drożdżami ,śmietana..itd...Takie ciasteczkowe...A miało być więcej drożdżowe..Ale co tam ,ważne że smaczne i kruche::)
No ...ale po za jednym.
Kiedyś chciałam zrobić biszkopt,podwójna porcja .W zamyśleniu zamiast cukier wsypać do żółtek ,to wsypałam dwie szkl. cukru do mąki..I "dopa" blada,po namyśle,że skołowało mnie coś na rozumie,musiałam odstawić składniki na inne potrzeby i od nowa biszkopt zrobiłam.
Dzisiaj przypomniałam sobie ,że mam mąkę z cukrem,będzie akurat do rogali.
No to wszystko poszło w ruch..I poszedł w ruch cukier...bo zapomniałam że w mące były 2 szkl. cukru ,to dosypałam jeszcze pół....Wszystko zagniotłam ,a jakże ...Ciasto luksusowy wygląd,zadowolona ,bo lubię jak wychodzi mi w smaku::)))Zabrałam się do pracy::).
U mnie raz dwa wszystko się dzieje...Jeszcze sprawne łapki ,to szaleję::)

W matematykę się zabawiam,wyliczanki ,kwadraciki...

Mus jabłkowy i jagody poszły w środek dla urody::)i smaku.☺☺

I tak sobie lepiłam ,do piekarnika wstawiłam..

Te z jabłkami wytrzymały z jagodami się wylały,ale taka to natura jagód..
Przyszła pora na smak podniebienia....No...smaczne kruchutkie ciasteczka nadziewane owocami.....ale.co za licho...co za miodzik..kto te ciastka tak osłodził?Trudna rada słodkie ciastka też się zjada...☺☺
...............................................................................
Ale dzisiaj dzień kulinarny ,przed ciastkami pierożaste ...kopyciaste...

Tak czasami mam ,że jak nic nie robię to byle co,byle jak...ale jak mnie złapie ,to nie odpuszczę..."Karczma ala Danuska"
Nawet kotlety zrobiłam...
Bo mój mąż lubi mięcho....a waga w górę ..Obie z córka już krzyczymy.
-Nie zajadaj tyle ,tak tłusto....
Ale mój mąż kocha jeść i lubi wszelakie smaki ,no i jak mu zabraniać...Obiecał ,że z wiosną zacznie spadać z wagi...Zobaczę co pocznie...
 Po całym gnieceniu ,lepieniu...zastał mnie wieczór...Nastrojowo i "butelkowo"...
Poszłam do sauny wygrzałam kości
To uwielbiam najbardziej..Anula jakoś nie za bardzo ,bo gorąco...mąż też po saunie opada z siły i śpiący...Bywa mniej..Za to ja ,jak skowronek, muzyka  relaksująca za drzwiami i rozpływałam się w pocie  ha ha ha

 To jest to...Powiem Wam ,że na początku trudno było mi zaakceptować cały proces SPA.Bo wpierw trzeba porządnie się wymyć pod prysznicem, potem prędziusio do sauny ,już rozgrzanej ,ja zawsze na 60st...bo więcej nie mogę..Podchodzę z rozsądkiem a nie jak mówią ma być 80 st.. Po pół godzinie jak rak czerwona z powrotem pędzę pod chłodny prysznic ,bo pod gorącą woda bym nie wytrzymała,paruje ze mnie całe ciepło...Wymywam pot dokładnie , zawsze sporo z człowieka wyciśnie sauna .Po całym zabiegu balsam i relaks numer dwa::)))
Szklanka wody...szklanka soku...po 15 minutach lampka wina......I jestem tak wyciszona,spokojna ,nic mnie nie obchodzi,zero stresu..I o to chodzi ,by człowiek raz w tygodniu poczuł się jak niemowlak::)A ja czasami, lubię mieć taki stan psychiczny w zawieszeniu..
Jeszcze wczoraj było w mojej osadzie tak::)
No może styczeń zwariował ! Może jutro na swoim podwóreczku powitam lato ☺☺.
No co się dzieje z tą pogodą panie dzieju::)
Ale jutro jak się obudzę z pewnością coś nasypie,bo mówili..A jak mówią to trzeba w to wierzyć ,bo bez wiary człowiek nic nie wart...i tyle.☺♀
Odwiedziłam Was dzisiaj wszystkich .
👀 👀 👀 👀 👀....💃✌

sobota, 14 stycznia 2017

Duchy..........

Czy nie jest piękne ,spotkać ducha::)
W zamyśleniu szłam ,szukałam w zaroślach czegoś ,czego nie ma...
W pewnej chwili słyszę dziwny głos.
-Hej ty blondyna ....farbowana..
-Ktoś mnie obraża, pomyślałam ,ale nie widzę nikogo.
-Tak do ciebie mówię,nie rozglądaj się .
Wyprostowałam się jak decha,oczom nie wierzę...
-Co to ma być ,kim ty jesteś ,że tak brzydko o mnie mówisz?
-Brzydko to ja dopiero powiem ,jak nie zrobisz coś z moim wyglądem....
-A niby co mam zrobić?
-A pomaluj mi oczy  ,tak jak ty masz ,a pomaluj usta, a pchnij życie w lodowego ducha,daj mi czerwonego serducha,choć odrobinkę.
-Stoję tu już kilka tygodni ,bez szala ,bez spodni,buty utopione w wodzie ,zakute w grubym lodzie. Stoję taki zgarbiony,bez dzieci i żony..Jedyna w tobie nadzieja,zrób ze mnie czarodzieja...
Żal mi się zrobiło duszka.Spełniłam jego marzenia...
W zamian zaprosił  mnie do siebie ,nie powiem nawet miło było.
Z lodowego pieca biała lawa spływa,a duszek szczęśliwy że nic nie ubywa..
Usiadłam wygodnie na soplowej sofie.
Duszek Z lodu pizze szybciutko zmajstrował
Nic nie mogłam uczynić ,trzeba było skosztować.
-I co blondyna powiesz ,na moje salony.
-No,nawet jest ciekawie ,masz nawet zasłony.
-A co ty myślałaś ,że my jak bałwany.
Nic nie potrafimy ,tylko się kulamy.
Mam też salon wielki i kamienne ściany,mam weneckie okna i taras wylany.
Duszek prze szczęśliwy łyk whisky wychylił,trochę go trzepnęło ,bo wyjścia pomylił.

Nie miałam obawy,krajobraz ciekawy.


Ale wolę na swoim ,nogi grzać przy piecu.
Delikatnie wychodząc z "duszkowego" raju,obiecałam że odwiedzę w lutym przy niedzieli.
Nagle coś mi przeleciało,jakieś dziewczę młode.
Nagle krzyku narobiło...
-Ratuj się kto może!
Młoda zwinna ,ja niestety..ale myśli jeszcze zdrowe.
Uprosiłam Yetti by w znaku pokoju,przyjął mały prezencik dwa bałwanki białe.
Ciągle siedzą na mej studni i w" pisowe "grają.Jak bałwany usłyszeli ,to od razu oniemieli .I skończyło się "pisianie"Yetti 
zjadł je na śniadanie.
 A ja z młodą cała Happy ..poszłam do dom pączki lepić""_____☺☺☺

No ,to się powygłupiałam słowem::)))
Pozdrawiam.♥♥

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Nasz Rudasek nie żyje....

Od lata z nami ,kochany,pieszczony,karmiony,przyjaciel rodziny.Zaskarbił sobie szybko miłość do siebie. Cieszyliśmy się jego widokiem ,taki kiciunio ,który nigdy pazurkiem nie drapnął ,zero agresji ,jedynie przymilanie się i proszenie o pieszczotki.
Nasza Anula kocha zwierzaki ,dwa dni przed pojawieniem się Rudaska,miała gorszy dzień,coś ją naszło na rozmowę z Bogiem.
Opowiadała nam później..kiedy kot pojawił się w naszych progach...
-Mamo ja tego kota wymodliłam...
- W jaki sposób...pytam.
-Prosiłam Boga ,by dał mi jakiś znak ,czym  mam się w życiu kierować ,co mam robić...bo stoję w zawieszeniu .
I po dwóch dniach Rudas stanął na mojej drodze.
Dostała mocnej motywacji do działania::)Uwierzyła w przypadek, jaki ją spotkał.A może to faktycznie znak od Boga.
Rudasek został z nami ,nie opisuję już co robił ,bo opisywałam wcześniej ,że to taki wędrowiec.Czas leciał ,Rudasek często wychodził na dwór ,bo lubił.Dwa dni wcześniej rozmawiałyśmy z Anią o Cyganie,że już zaczyna niedomagać,zmiany nowotworowe  na nosie,starość ...I jak będzie gorzej ,to go uśpimy ,by piesek nie cierpiał.A na jego miejsce Rudas przyjdzie ::)Chociaż w piwnicznych pomieszczeniach miał świetne warunki..Cieplutko ,widno,czyściutko ,radio grało ,lampka świeciła nocą,miał sporo miejsca ,sypiał gdzie chciał.I często nas widywał.Ale taki był plan ,że po śmierci Cyganka ,Rudas będzie już z nami na górze.
I jak to złośliwość losu bywa.....
6 stycznia rano mąż wypuścił kotka ,bo chciał na dwór iść ..
Do południa wracał na jedzonko i spanko...
Wołaliśmy kicia nie przyszła.
Zaniepokojona ,ciągle go wołałam i mówiłam ,że może coś się z nim stało.....
Mąż pocieszał ,że nie raz latał i wracał późno..
Czekaliśmy ...........................
Córka z chłopakiem mieli w planach pojechać do miasta ,zawsze jadą busem,bo jest blisko nas przystanek..O godzinie 17.20 ..Idąc chodnikiem rozmawiali ..Kilka metrów od przystanku ,Ania coś mówiła.....
I w pewnej chwili usłyszała ,straszny krzyk kotka ...ale to panicznie krzyczał...Poznał jej głos,biedny chciał dać znać ,że tu leży pod płotem w krzakach,że nie może wstać...Ania w pewnej chwili stanęła i mówi do P.
-To nasza kicia,gdzieś tu leży bo poznaje po glosie...
Podeszli bliżej i faktycznie  Rudasek !!!
Leżał skulony ,zakrwawiony ,ruszył przednią łapką i dał radę jeszcze podnieść główkę i spojrzał na Anię ,wiedział ,że to ona,że nie umrze w samotności....
Ania od razu w płacz ,podniosła Rudaska ,był wychłodzony,bo mroźnie było,Rudasek ciężko oddychał ,umierał.....Kiedy doszli do domu..
Ania krzyknęła.
-Mamo otwórz drzwi bo kotek umiera...
-Aniu co ty mówisz!!...oboje z mężem zeszliśmy na dół...
Ania zapłakana, kot skonał w jej objęciach...Jeszcze dał cichutki głosik...spojrzał w jej oczy i koniec..
Biedny, nie zdążył przebiec  ulicy ,ciemno ,auta jadą szybko...Kot znalazł się w nieodpowiednim czasie na ulicy...Cały tył miał bardzo obity,krew ,opuchnięty brzuszek..Cierpiał bardzo...Ale miał siłę doczołgać się w krzaki...a może rzuciło nim ...
Położyliśmy Rudaska na jego kożuszek,chwilkę obserwacji ...ale kot już nie żył.

Widać po minie że cierpiał.
I w tym dniu wszyscy cierpieliśmy ,bo kto kocha zwierzaki ,ten wie ,że to utrata,jakby cząstki rodziny..
Jakaś pustka...czegoś brak...
Popłakaliśmy sobie ,bo co można więcej...Mąż zakopał pod młodym drzewkiem kicie  w narożniku naszej posesji w samym końcu ,gdzie nikt nie chodzi....tam też będzie pochowany Cygan....I jak tu planować komuś życie ,kiedy młody kot mógłby żyć z 10 lat.To okazuje się ,że życie pisze scenariusz inny ..Kociątko już w innym świecie ,Cygan nadal na swoim ,ale szuka Rudasa,będąc na dworze,wpatruje się w jego miejsca...Schodzi na dół i wącha...Niestety Rudaska już nie zobaczy..Wszystko poprałam ,poczyściłam,zostały jedynie fotografie.
I tak sobie na spokojnie rozmawiamy,że ta godzina na busa ,była znakiem ..że Ania ma być tu i teraz..Bo Rudasek wołał o pomoc..W ostatnich chwilach jego życia ,był blisko jej serca,on to czół z pewnością,bo kiedy go przytuliła ,kotek spokojnie już bez krzyku i paniki umarł.
Może ktoś powie,sfiksowana rodzina na punkcie zwierzaka...
Trudno,ale w nas jest coś takiego ,że byle jaka krzywda ,czy to zwierzę ,czy człowiek ,współczujemy bardzo i rozumiemy cierpienie. Nie wstydzimy się uronić łezki .Bo od serca żal ,trzeba opłakiwać.

Takim ciebie zapamiętamy Rudasku♥♥♥♥♥

piątek, 6 stycznia 2017

Jak się chce , to się zrobi..

Zrobiłam dzisiaj sporo kulinarnie .Pomimo ,że jest święto.Ale mam już dość świętowania,naszła mnie ochota na gotowanie...
Przecież to nie grzech...☺
Rosołek za mną chodził-ugotowany został ,pachnący z warzywkami.
Pasztecik dla młodej upiekłam::)
Wega ,fasola,paczka pure,2 całe surowe jaja  ,ugotowana brokuła ze szpinakiem,majeranek,vegeta,pieprz .Wszystko wymieszałam blenderem i wyłożyłam na blaszkę ,piekłam 200/40 min.
 Jest bardzo smaczny .

Żytni chlebek na zakwasie,już nigdy z niego nie zrezygnuję ,jest taki smaczny,kto lubi żytni chlebek ,ten nigdy nie zrezygnuje z tego smaku:)Postawiłam w ciepłe miejsce ,przez całą noc ma rosnąć.Jutro w blaszki i do piekarnika:)
Zrobiłam schab wolno dojrzewający.
Umyte mięsko,nacieram i obtaczam w dużej ilości cukru ,taką dużą garść.Zawijam w folię i na dwa dni do lodówki.Potem wyciągam ,myję ,osuszam ręcznikiem papierowym,i od nowa powtarzam tak samo z solą...dużą garść soli obtaczam całe mięsko i zawijam w folię też na dwa dni..Potem wyciągam ,obmywam ,obsuszam i mięsko nacieram ziołami ,czosnkiem ,czym kto lubi,ale najlepiej podstawowe zioła i wkładam mięsko do podkolanówki czy pończochy..wieszam na haczyku w chłodne miejsce i sobie mięsko dojrzewa z tydzień ,może nawet dwa..Jest smaczne i cieniutkie plastry dają niesamowity posmak..
Jutro robię pączuszki ,bo młoda uprasza się o pączuszka::)I sama zjem z przyjemnością.

Za moim oknem w głąb naszego podwórka ,zero śniegu ,takie jakieś "pruszydło" spadło i tyle .Ponoć dzisiaj ma spaść pierwszy śnieg porządnie,zobaczymy ....
Ale minus 18 dzisiaj w nocy było::)
Mąż ma jeszcze wolne  ,kończymy belki w kuchni,jeszcze ściana jedna została na położenie kamieni gipsowych...
Tak chciałam, żeby sufit wyglądał i ściana komina .
belki są równo odmierzone ,ale ze zdjęcia tak wygląda ,jakby było od ściany mniej ::))Pomalutku  wychodzimy z remontu .Jak w nowym roku robota wre ,to koniec już bliski::))I ja kończę...Pozdrawiam ,zaglądam do Was  ,czekam na Wasze nowe posty::)

środa, 4 stycznia 2017

Malarstwo ....

Zdjęcia z internetu.
 L. Wyczółkowski – rybacy polescy

Tak sobie przeglądałam stronki w internecie  .Trafiłam na wspaniałe obrazy.Nie mogłam się oprzeć ,musiałam Wam pokazać .Niektórzy z pewnością je widzieli,ale ja widzę pierwszy raz.
 Leon Wyczółkowski - rybak 
 Wyczółkowski Rybak niosący raki.




Pozdrawiam wieczorową porą ☺☺