poniedziałek, 12 czerwca 2017

Przerwa letnia...od jutra♥

KOCHANI DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE♥♥
Tak bardzo mam ostatnio mało czasu,że nie wchodzę do Was często.Jak tylko zrobi się spokojniej ,to nadrobię zaległości.
Ponieważ za oknem pada,jest ciepło,duszno ,ale cały czas pada delikatny deszczyk..To napiszę co u mnie..
Może zacznę od Anuli..
Pięknie zaliczyła ten rok.Jesteśmy z niej dumni.Teraz zaczyna drugi semestr.
Nauki coraz więcej ,ale dla niej przyswajanie wiedzy ,nie jest problemem.
Nie mieszka już z nami miesiąc czasu,ale często przyjeżdża ,bo Cyganek tęskni i ona też ,tu ma jeszcze rybki ,które musi oporządzać co tydzień. Jeść dajemy ,ale czyścic akwarium musi sama::))
Szukają dużego akwarium na loppisie ,bo tam można tanio coś znaleźć,wtedy zabierze je do siebie.
Teraz kiedy jest już samodzielna i ma swoje gniazdko,inaczej myśli..
Wyszukała sobie fajna pracę ,którą pogodzi z nauką .I o dziwo związana będzie z weterynarią i ratowaniem zwierząt powypadkowych ,zwierzęta porzucone,zagubione itd..20 czerwca idzie na rozmowę ,bo już dostała zaproszenie.Napisała CV ,opisała siebie bardzo pięknie,całe jej życie, to ZWIERZAKI..Dostała odpowiedz na drugi dzień.Że chętnie ją przyjmą ,bo potrzebują ludzi którzy kochają zwierzęta i mają dużo empatii.I ogólnie opisali jej jak wygląda ich praca.Podali link ,by poczytała sobie o nich i zapoznała się z obowiązkami jakie by ją czekały.
Łyknęła to raz dwa☺..Chodzi taka szczęśliwa ,bo jest już zdecydowana ,tylko musi się spotkać z szefem placówki medycznej dla zwierząt..Przejdzie kurs ,bo musi umieć pobierać krew,robić sztuczne oddychanie,dawać zastrzyki .Wszystko to pod okiem fachowca,ale musi ją przeszkolić.W Boros jest duża placówka ,mają zamiar budować dużą klinikę dla zwierząt..Ania przez przypadek,będzie sobie pracowała ,jak tylko wytrzyma w tym ,bo są drastyczne widoki ,przejechane zwierzęta ,krew,sarny po zderzeniu się z autami,łabędzie zamarznięte w lodzie ,koty na drzewach ,w kanalizacjach,psy zagubione,węże,ptaki.To co dostaną w zgłoszeniu ,muszą jechać i zabierać do kliniki zwierząt.Muszą zrobić pierwszą pomoc ,w razie potrzeby,by zwierzątko dojechało do szpitala.
Bardzo ciekawa praca ,ona w tym się sprawdzi,zarobki świetne..Blisko będzie miała do pracy..Niech próbuje,czuje się na siłach , nauka i praca będą zgrane ,bo idą jej na rękę,wtedy jak będzie miała zajęcia na uczelni ,to nie będzie miała dyżurów .Tak samo z praktykami , teraz w tym semestrze praktyki w szpitalu się zaczną..Ale i tu jej dadzą na ten czas wolne...Naprawdę tak fajnie potrafią młodym pomagać,młodzi mają wiele fajnych prac ,w trakcie nauki ,mogą dorabiać i jak się praca podoba ,mogą zostać ..Anula widzę stanęła mocno na nogach..
A tak będzie wyglądała jej praca.
Takimi autami będą przemieszczać się po obrzeżach i centrum miasta.
Bardzo miła załoga.
Dyżury nocne...
Anula zrobi wszystko ,by do czasu ukończenia studiów ,była w tej pracy..Nie wiem ,może pozostać ,a może poczuć się zmęczona,bo praca nie jest lekka psychicznie i niestety dyżury nocą.
Ale ratuje się wszelakie zwierzątka i ptaki ::))
Czyż to nie piękne::)))
Kilka fotek zamieściłam ,jaka jej praca będzie .Ponoć są takie dni ,że bardzo dużo się dzieje.

I bardzo jest niebezpiecznie.
@@@@@@@@@@@@@@

Mój Mąż.............
Ostatnio zapracowany bardzo ,ale wszystko ogarnia ,nawet ma dla siebie chwilkę czasu by odpocząć.
Wszystko ładnie wykańcza na górze,ściany ,sufit,drzwi .Jutro kładzie podłogę,i zastanawiamy się nad schodami..Bo Cygan strasznie pazurami niszczy,włazi i złazi kilkanaście razy..góra -dół.....Rysy jego hamulców ,bo czasami gna na oślep z góry są bardzo widoczne...Postanowiliśmy zaczekać ,aż odejdzie na drugą stronę tęczy..Ta chwila się zbliża szybkimi krokami,jeszcze daje radę ,ale nowotwór robi się coraz większy,obserwacja cały czas.Jak tylko zacznie narzekać na ból ,uśpimy Cygana.I wtedy dokończy mąż schody.Czasami tak trzeba..

Był murek ,zrobił mąż prześwit.
Małe  dwa lampioniki z drgającym płomieniem ,bardzo ładnie wyglądają na deskach..Jeszcze led -taśma podłączona będzie pod luksfery by delikatnie rozświetlić.
A świeczki ?całą noc będą  oświetlały schody.
1 Lipca przylatuje moja siostra z córką i jej mężem.Nigdy u nas nie byli.Odliczam czas...
Mąż wczoraj pięknie oporządził żywopłot ,tego nie robię ,bo to ciężka robota,resztę na podwórku robię sama::))Bo robię to z dokładnym poświęceniem się całej pracy ogrodowej::)))
Ale wczoraj mąż mój nie miał szczęścia..
Kilka dni temu ,wbiła się wielka drzazga w palec.Co to było za halo...halo....jaki to ból...nie dał sobie pomóc,tylko drzazgę  łamał pod skórą na części..I syczał ☺☺.Prosiłam go by dał mi palec ,delikatnie podważę skórę i pincetą wyciągnę ..
-Nie.....odpowiedź krótka..No to nie....Męczył się z pól godziny ,ale wyciągnął...
A wczoraj?................Wczoraj przy żywopłocie obcinał odrosty...akurat był wylęg małych brązowych żuczków ,wielkości takiej i to własnie jeden z nich był sprawcą nieszczęścia

Co roku o tej porze z traw wylatują setki owadów ,tyle tego jest ,że nie wychodzimy z domu przez jakiś czas,bo szczególnie kiedy zaświeci słońce one się uaktywniają ,składają jaja w trawie i potem już można je spotykać wyłącznie na roślinach ,co tez szkodzą ,bo podgryzają.
Ale można to przeżyć ,bo nie ma wyjścia.
Mąż własnie był na półmetku☺ Zaciągnął kosiarką do obcinania żywopłotu i w pewnej chwili krzyk......
Przyleciał do mieszkania ,trzymając się dziwnie za ucho...-Danka szybko zobacz do ucha,bo wpadł mi ten brązowy robal.Odbił z liścia i prosto wycelował w środek ucha..Na domiar złego przodem ,co miał możliwość wejść głębiej i wlazł....Ja złapałam okulary,lupę ,pincetę ...A mąż jęczał z bólu ,mówiąc że go zjada od środka,że strasznie drapie i szczypie.Czuje jak wchodzi coraz głębiej....ja zaczęłam pincetą majstrować ale tylko wyciągnęłam woskowinę z ucha☺☺ i nagle pojawiła się krew ...O boże czyżby przegryzł błonę w uchu ,bo ja nie wciskałam się głęboko..Wyciągnęłam jeszcze  jakiś śluz zakrwawiony i powiedziałam STOP.
-Szybko się przebierz i jedź do szpitala,bo robal może przegryźć błonkę i będzie problem .
Złapałam w torebeczkę jednego na dowód ,jakie to dziadostwo weszło i wyjść nie chce ..
-Po co mi to dajesz,daj spokój ,złości się w czasie szykowania do wyjścia.
-Weź ,bo powiesz insekt ,to nie będą wiedzieli z czym maja do czynienia..
-I tak muszą zajrzeć i to wyciągnąć...nadal gdera....
-Zabieraj robala i szybko do lekarza....Córka dojechała z miasta i czekała na męża na oddziale.
Mąż dobrze rozumie j.szwedzki ,ale medyczne zwroty i większość słów,mogą być mniej zrozumiałe.Dlatego nasza córcia jest naszym osobistym tłumaczem po urzędach i szpitalach::))
Raz dwa męża wzięli w obroty,młoda lekarka wysłuchała i zobaczyła robala ,którego dałam mężowi...zaczęła wydłubywać,profesjonalnym sprzętem i nie mogła::)) Na domiar tego mąż zaczął narzekać ,że boli...No to znieczuliła mu ,lekko spanikowana,powiedziała mężowi ,że zapuści krople i w poniedziałek niech przyjdzie raz jeszcze ,może sam wypłynie z ucha ,bo nie jest w stanie go wyciągnąć tak się umiejscowił że go nie widzi.
Ale mąż powiedział ,że nie wyjdzie i ma to wyciągnąć ,bo do poniedziałku to dostanie zakażenia czy stan zapalny...Ania też nie wyraziła zgody...Młoda doktorka ,chyba jeszcze nie wdrożona w takie przypadki,grzecznie przeprosiła i kazała poczekać ,raz jeszcze psiknęła znieczulenie do ucha i wyszła...
Mąż z córka pozostali w gabinecie::))
W lekkim stresie ,bo zrobił się głuchy na to ucho całkowicie...
A córcia dodawała ojcu otuchy☺☺
Strzeliła foty na pamiątkę::))Usiadła jak pani i czekała co dalej.....
A dalej.......................
Przyszła inna pani doktor,konkretna..
-Słucham z czym mamy problem?
Mąż pokazał intruza ,jaki się zagnieździł w uchu..
- O....jeszcze z takim czymś nie miałam okazji wojować::) na wesoło odpowiada,każe mężowi usiąść,pierwsza młoda doktorka ,która pewnie była początkująca ,trzymała głowę by mąż nie poruszył w czasie wysysania..
Raz zrobiła penetrację ,wyciągnęła łapkę ☺☺urwała ...Za drugim razem weszła głęboko z narzędziem i wyciągnęła zdechłego oprawcę..Ucho krwawiło ,bo zdążył pogryźć od środka,.ale nie zdążył przebić błony..Był zablokowany przy niej ..Ufffff....
Całe szczęście że udało się ...Że nie ulegli młodej dok.by przyszli w poniedziałek..Tu trzeba z nimi czasami stanowczo..No ale wszystko skończyło się dobrze,mąż wrócił ,założył do uszu waciki i dokończył pracę ::)))Dziwne przypadki chodzą po ludziach ,tyle było miejsca ,to wycelował akurat w środek ucha   ha ha aha .A robal się przydał ,bo wiedzieli z czym mają do czynienia::)
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@

JA .........................
U mnie jak zawsze ,ostatnio kierat.Mam głupi charakter,kiedy ktoś ma do nas przyjechać ,ja dostaję małpiej sraczki..Latam ,przestawiam ,porządkuję ,wietrzę ,gotuję itd.....By było jak najlepiej,żeby czuć się dobrze..A przecież w moim domu jest normalnie ,czysto,bez jakiś tam luksusów,bo nasz dom jest inaczej zmontowany, że tak powiem.Tu jest wszystko ,tylko nie mamy tej nowoczesności w sensie mebli..bo tego nie chcemy .W dodatku mieszkamy w takim kraju ,gdzie nie przywiązuje się wagi do przepychu,glancowania ,by wszystko było nowe .Poznaliśmy życie z innej strony,o wiele wartościowsze ,ciekawsze,bogatsze w inne aspekty.I stwierdziłam ,że tak żyje się lepiej,wygodniej,bez stresu.Ale i tak muszę zrobić to po swojemu::))
1 lipca pierwsi goście z Gdyni i Włodawy-rodzinka na tydzień przylatuje::))20 -lipca nasi przyjaciele z Torunia na więcej niż tydzień..Jestem bardzo szczęśliwa ,że będę miała okazję poczuć się jakbym była w Polsce::))Bo swoi będą w chacie mej::))))Wszystko ogarniam ,pogoda deszczowa ostatnio,ale ciepło i duszno .Wszystko rośnie jak szalone...zielono ,pachnie lasem ,skoszoną trawą. Pachną bzy ,bo jeszcze kwitną..Moje zagonki też dobrze się mają,kwiaty jedne rozkwitają drugie przekwitają.Deszcz robi lekkie spustoszenia w kwiatach ,ale ratuję co mogę i jak leje chowam pod daszki::) a to co w ogródkach ,musza samie wytrwać.
Mój rododendron w tym roku pięknie obfituje w kwiatach
Nie ma żadnej choroby i insektów.Pogoda mu dopisała::))
Truskawki przekwitają i wiążą się w ładne owoce,będę miała w tym roku sporo::))
Pigwy kwieciem obsypane były ,ale dużo spadło bez zapylenia kwiatu,brak owadów...To co zdążyły to jest...ale nie będzie za dużo owocu::)



Fasolka ładnie rośnie ,ogórki wschodzą ,pomidory już nawet są zielone, ale jeszcze malutkie.

Mąż zrobił osłonkę na ogórki ,by deszcz nie zmarnował ,cebulka -szczypior cały zagonek ,sałatkę mam na dachu garażu::))Tam uciekłam z nią przed ślimakami ,bo mają na nią wielki apetyt.Teraz poszły w ruch środki -granulat na ślimaki i mam spokój.Koper w tym roku piękny::))


Lilie w każdym zakamarku,peonie jeszcze w pąkach..wszystko opóźnione,ale pną się do góry.

Malwy ,maki,maciejka i inne kwiatuszki::))za domkiem .
Przed domkiem tulipany przekwitły,teraz czas na róże ,floksy ,mieczyki,goździki chińskie,malwy..W lipcu niektóre już zakwitną ,dalie i mieczyki pewnie w połowie.
W tym roku malwy pięknie mi rosną ,bez żadnego parcha::) w ubiegłym miałam zarazę i nic nie wyszło z pięknych kwiatów ,w tym roku szykuje się ,żeby nie zapeszyć malwowy pokaz,bo nasiałam w koło domu::)..Co roku więcej ich ,bo przy płocie chcę obsadzić nimi po długości,tylko one muszą się zadomowić....
bratki ubiegłoroczne ,maciupkie były ,zostawiłam na zimę w ziemi,a teraz mi dziękują za to::))
Goździki uwielbiam::)
Skalniaki pięknie jak co roku,rozrastają się ,gdzie tylko mogą::))mamy tych kwiatów multum...w każdej zagrodzie się panoszą ,ale są piękne i pachną miodem::)
Takie delikatne::)
Róża w narożniku bujnęła się dość wysoko ,dwa lata ma i będzie sporo czerwonych róż::)Mszyca zaatakowała ,ale w porę zauważyłam ,kupiłam środek na mszyce i już jest ok ....ale obserwuję.
Kwiatuszki pod daszkiem
są bez skazy::))
Deszcz nie straszny☺
Fuksja nie lubi przeciągu ,ale daje sobie radę.
Petunia i lobelia ok::)))
Tu też ok::))
Bratki ok::))
itd....mam ich sporo::))
Niedługo zakwitnie::))...to tyle na dziś z ogrodowiska::)
Wymyślone danie::))
Kolorowe danie::))
Smażona cukinia
Wczorajsza kolacja w trakcie meczu Polaków .
Chlebuś mój jak zawsze przy sobocie.
A tu uwaga....pychotka..
naleśniki z owocami,bitą śmietaną ,lodami,czekoladą..No zajadało się...☺☺ale u córci...Jej chłopak jest kucharzem w ekskluzywnej knajpie..I to on zaserwował  nam takie rarytasy na podwieczorek::)ja robię tez cudaki z naleśnikami ,ale z lodami nie jadłam::))
@@@@@@@@@@@@@@@
Mały zwierzyniec ,co za miłość::)))

Co za odwaga!☺W życiu żadnego gada na szyi,jeszcze w taki sposób???bryyyrry. Fotka jakaś pokrzywiona::))
No i nasz sąsiad Cyrusek,kiedy tylko sprzątam saunę ,on się melduje ..Położyłam  wyprane dywaniki chwilowo ,a on już skok zrobił i miejsce jego::))PO STRACIE NASZEGO RUDASKA ,MA PEŁNE POZWOLENIE,by bywać na salonach mych..Jego pan wygania go z rana o 7 z domu i ma czekać aż wróci z pracy.Żona jego ,też mało się interesuje kotem ,bo ma rocznego synka ,a kot gubi sierść i lepiej by był na dworze..
A kotek potrzebuje się wtulić w swoje ulubione miejsce ,zjeść ,wypić coś..Dlatego u nas ma smaczna karmę w razie czego przybiega do nas i prosi o jedzonko ,bo dom zamknięty i kotek głodny chodzi..No to ma ile chce...Tak samo ma spanko na górnej części w saunie...położyłam mu kocyk i sobie śpi ,kiedy tylko jest zmęczony lataniem na powietrzu.Kotek dostał ładniejszej sierści i leciutko przytył ,bo same kości sterczały...Nie dbają o niego,ot jest kot i ma sobie radzić...My wielokrotnie rozmawialiśmy z nimi o tej sytuacji ,by go traktowali inaczej..To czasami działa ,ale potem od nowa to samo.Więc powiedziałam im ,że Cyrusek jak przylatuje do nas to będzie ugoszczony po mojemu,jak będzie chciał do domu zawsze drzwi są w piwnicy uchylone i może iść.. On ogólnie nas bardzo lubi i lubi bywać na naszym podwórku ,ale tam ,gdzie nie ma Cygana..Cygan zagrodzony ,nie ma szansy na wydostanie się,co najwyżej szczeka::))Tak więc kotek jest doglądnięty ,bo żal mi go jak chodzi i miauczy z głodu czy tęsknoty za człowiekiem...Dzisiaj deszczowo było a kot na dworze i nie może uprosić się ,by pan go wpuścił ,no to ja zawołałam kotka i dałam mu schronienie ,poleciał pod wieczór do domu ,bo akurat sąsiad coś robił przy aucie i drzwi były uchylone☺☺Nie wiem czy robię dobrze ,ale wiem że nie można w taki sposób obchodzić się z delikatnymi zwierzakami.Nie robię tego w tajemnicy ,oni wiedzą że Cyrus do nas często zagląda ,bo nas lubi i chyba czuje się tu szczęśliwy ,bo dostaje dużo pieszczot::))...
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Mojej Anuli migdały zagoiły się dopiero po 2 miesiącach::))Zrobione miała wszelakie testy,wymazy, pobieranie krwi z żyły ,palca,posiewy na wszystkie bakterie..Nic nie wykazało..Miała 3 antybiotyki , zadziałało chwilowo..Lekarz dał jej tydzień czasu ,by się po tych lekach wzmocniła i miał skierować do szpitala.Okazało się że przyczyną są zatoki ,to nie była angina tylko  zatoki zaatakowały migdały ,jakieś dziwne naloty bardzo podobne do anginy,co może mylić nawet lekarza. Ponieważ była  leczona teraz dość mocnymi lekami ,odpuściło..Wszystko się pochowało,ale jeszcze migdały są lekko powiększone .Zdrowieje....ale z zatokami Anula walczy od dawna,leczona ,ale nie daje to rezultatu,bo powracają..
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Uciekam ...uciekam...nie będzie mnie dość długo,pojawię się w lipcu.
W wolnym czasie wpadnę do Was. Dziękuję za komentarze::))Oj nabazgrałam i zanudzę na śmierć::)♥♥








poniedziałek, 15 maja 2017

Nie warto narzekać.......

Nie warto...
To nic to nie da.U nas przyroda opóźniona .Było w miarę fajnie ,ale te nocne przymrozki do maja,nie pozwoliły roślinom na rozkwitnięcie .Od początku maja,wszystko zaczęło rosnąć ,powietrze wilgotne ,ciepło,przelotnie z leciutkim deszczem ..Bez przymrozków,roślinki odżyły.Ale jabłonie ,bzy jeszcze w powijakach,dopiero co liście malutkie wypuściły.
Dzisiaj na spacerku z Cygankiem byłam ,godzinka 17-sta w lesie ptasi koncert,boże jak pięknie śpiewały...zielono wszędzie ,powietrze niesamowite,aż dech zapiera.Jakie mam szczęście ,że mieszkam w takim miejscu.Zero hałasu, "ludzi-miastowych tłoków "aut..itd.

Anula.👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱
Rozchorowała mi się dziewczyna.Od kiedy zaczęła praktyki,załapała anginę,oczywiście lekarz przepisał antybiotyk,zrobił wymazy ,pobranie krwi..Nic nie wykazało żadnej bakterii paciorkowca.Po 10 dniach leczenia ,przez dwa dni spokojnie było.I od nowa ..Przyszła z praktyk , cała rozpalona.
-Mamo chyba coś mnie rozbiera od nowa ,bo to samo zaczyna się dziać.
Zaglądam w gardło ,a tam ropa na migdałkach...
No rzesz ty ,ampicylina przez 10 dni...tylko uśpiła.....
Pojechała do lekarza ,raz jeszcze pobrali krew z palca ,żyły...wymazy z migdałków.Poczekała 15 minut  na wyniki,teraz mają nowoczesny sprzęt ,szybka diagnoza...Nic nie wykazało ,czysto...Może to dobrze ,bo gorzej by było,gdyby coś się pętało w organizmie .Przepisał jej inny antybiotyk,zdziwił się że po tym pierwszym nic nie pomogło .Jeżeli ten nie zadziała ,to następna wizyta już w szpitalu i wycięcie migdałków.
Dwa dni w domu przeleżała,oczywiście lek zadziałał na tyle ,że migdały zaczęły się goić.Ale CLINDAMYCINA JEST BARDZO SILNA..Nie dało rady na więcej..tylko 3 dni ,a miała brać 10 dni.
Po każdej dawce ,dostawała uczulenia,bąble na nogach,plecach ,właściwie na całym ciele ..drapała się, jakby ją chmara komarów obsiadła.Od razu odstawiliśmy lek,trudno .Takie to jest leczenie ,na jedno pomaga ,na drugie szkodzi.Ponieważ trzy dni zrobiły swoje,trochę pomogło,chyba będzie dobrze .Dzisiaj poszła do pracy ,bo jeszcze do czwartku praktyki...Ale najadła się czosnku☺płukanie gardła woda+sól....tabletki na gardło...I w ten sposób dokończy leczenie.Do lekarza już nie pójdzie ,musi przejść.W końcu była leczona  ,może zadziała z opóźnieniem.Ale truć się nie będzie.
Dzisiaj po dwóch dniach nieobecności w pensjonacie,przywitali ją radośnie ,nawet  stęsknili się za nią. Bardzo dobrą opinię wystawi jej przełożona. Chętnie by  przyjęli ją do pracy .Ale to nie dla niej,ona ma wyższe cele,tu tylko musiała się zmierzyć z codziennością.Naprawdę dziewczyna obrotna ,miła ,bardzo opiekuńcza do staruszków ,każdy ją chwali ,zżyła się z dwiema babciami::))One tak ją proszą ,by chociaż raz w tygodniu je odwiedzała .Będą za nią tęsknić .Jak mi opowiada o nich , ma łzy w oczach,jakoś tak jej szkoda tych ludzi ,troszkę się z nimi zżyła,poznała wszystkie obowiązki tej pracy,personel..No,ale tak to już jest..Za tydzień normalne wykłady.I pamiątkowe fotki ☺
Tu jest biuro zarządzania☺☺
OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO

Troszkę zaczyna się dziać w jej życiu,.Moja malutka córeczka ,tak było to niedawno...A już wyprowadza się od nas do chłopaka.Mają mieszkanie w mieście,dwa pokoje z dużą kuchnią +łazienka,balkon..W mieście młodym lepiej ,bo wszystko na miejscu,uczelnia ,praca..Na razie mieszkanie w blokach ,jak wszystko będzie się układać  w związku,to kupią sobie domek ,zrobią remont,muszą być też obowiązkowo 2 konie,bo córka bez koni nie może żyć.Tu nie ma problemu z kupnem terenu,tylko trzeba mieć stały dochód.Banki dają wysokie kredyty.Tu nikt nie odczuwa miesięcznej spłaty,jest tak fajnie zrobione ,by klient nie ponosił strat i mógł spokojnie spłacać.Nie odczuwa się tego.Np.300 000 tyś koron  kredytu ...miesięcznie 1200 koron, trzeba spłacić.Przy zarobku np 19.000-30.000 tyś.Bo są rożne pensje  ,to naprawdę nieodczuwalne kwoty.Dlatego prawie wszyscy w Szwecji biorą kredyty w szczególności młodzi.Ale starszym też dają ,bo w zastaw idzie dom..Jak umrze  ,bank dom sprzedaje i ma zwrot pieniędzy ,często na tym zarabiają. Są to rzadkie przypadki.Oczywiście im większy kredyt ,tym większa suma do spłacenia .
Dopiero się urządzają ,zrobiła kilka fotek w trakcie sprzątania,jeszcze muszą dokupić trochę sprzętu .ale pomału.Dopiero miesiąc jak P dostał to mieszkanie.
Kuchenka przyjemna.

Jeszcze wszystko w powijakach::))
A my?.............zostaniemy sami.Dobrze że to tylko 15 km nas dzieli,obiecała ,że często będzie nas odwiedzać::))Ale to tylko tak się mówi,po szkole nie będzie chciało się jechać ,bo trzeba też odpocząć ,no i mamusi nie będzie ,więc musi obowiązki przejąc na siebie,oczywiście razem muszą gospodarzyć::)Wiem ,że będą razem wpadać,bo tak tu fajnie jest odpocząć .Do puki żyjemy ,to zrobimy wszystko tak ,by potem miała dobrze..Może ten dom sprzedać ,może do niego powrócić...Ale wiadomo ,że z tego będzie dobry użytek .Tu gdzie mieszkamy ,nie ma miejsca na konie, jak nas nie będzie,to pewnie sprzeda za dobrą cenę ,bo dom jest odnowiony i robiony od podstaw.Ale co tam się tym teraz martwić.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
A u nas nadal bałagan
mąż sam wszystko robi
długo to trwa,ale za dwa tyg.
powinien skończyć.Te paskudne
białe podłogi ,schody które są kolcem w oku.Boże każdy włos ,okruszek,rysa jest widoczna.Nigdy w życiu takich podłóg ,Ale  w Szwecji kochają białe ściany ,podłogi ,domy na zewnątrz. Ponoć ten kolor jak i inne,niebieski,szary,czerwony..musi wgrać się z  ekologią .

Wywalamy barierkę,komin cegiełkami obłożony,deski na ścianie,podłoga też ze schodami nowa będzie. Troszkę akcentu zieleni Tapeta z Polski -las bambusowy::)
Tak wygląda na ścianie.
fajnie to wygląda .Jak skończymy ,to dopiero efekt będzie::)
Teraz trzeba uważać by nie polecieć w dół.☺☺
Jeszcze nie jest gotowa balustradka.
Kiedy to będzie koniec?jeszcze troszkę ..
Ciężko robi się w tym miejscu ,bo wysoko jest i trudno z wejściem ,trzeba kombinować z drabiną.
Takie deseczki chciałam na ścianie.

BBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBB

A w moim ogródku?
Oj robi się coraz fajniej,bo jest już ciepło,przelotny deszcz dobrze robi dla roślin,u nas wszystko jak w gąbkę wchłania wodę.Taki tu teren ,że kałuży nie zobaczysz::))Pomidory rosną w szklarni,są już fajniutkie krzaki,sałata,rzodkiewka ,ładnie wschodzą ,ogórki mąż zasiał,bo to jego specjalność::))Ja jutro fasolkę posadzę.
Drzewa jeszcze nie kwitną ,jabłonie chyba za dwa tygodnie ,bzy tak samo..Chyba miesiąc opóźnienia w przyrodzie...

Ale Gacek już rządzi::)
Pigwa z pigwowcem zaczyna
rozkwitać.
Tulipany i skalniaki też::)
Niezapominajki
Takie malusie wsadziłam
A teraz pięknie wychylają główki::)
Białe niezapominajki
Wszędzie są zasiane.
Uwielbiam kiedy niebo
jest w moim oczku::))
Wszystko zaczyna się zielone robić
Ten czas najpiękniejszy.
Jeszcze kwiaty gotowe kupię w sobotę
powsadzam w donice i powieszę pod daszek.Wtedy już będzie kolorowo.Przymrozki już nie wrócą ,można działać.
Zlewałam nalewki
żurawinowa ,pyszna.Moja musi mieć zapach,smak,kolor...i najważniejsze w dobrej nalewce ,musi być tłusty osad na szkle ..tak  się mówi .Ale to jest własnie ten osad, smaku i zapachu.

Cytrynówkę na miodzie z dodatkiem pigwy.
Mam 4 buteleczki.Zlałam raz jeszcze ,oczyściłam z dna,bo zostaje bukiet smakowy.Ja nawet tego nie wylewam ,bo nalewka ma  lepszy smak.Z góry jest przejrzysta,z dołu jak coś wleci to tylko owoc,żadnego parcha...☺
Prawie cały lipiec będą u nas goście,szykuje więc pomału wszelakie trunki,bo trzeba jednak ugościć ,będą ogniska ,grille,spotkania znajomych z moją rodzinką -poznania..Cieszymy się ,bo bardzo stęskniona jestem za gościnnością.☺☺
Na dzień dzisiejszy sama się goszczę.

Tak porównałam nasze podwórko ,tylko przed domkiem .26 maja 4 lata ,jak tu mieszkamy.Było tak.....
A teraz w tym miejscu jest tak..
Żywopłot był w opłakanym stanie.



 I tak z 1000m2  zarośnięte trawami,
zrobiliśmy fajniutkie miejsce na naszą przyszłą starość::)
Kończę ,bo zanudzam jak zawsze moją codziennością,ale jak dla mnie, dużo się dzieje,bo w tym uczestniczę.
Zaglądam do Was ,wiosna odgoniła niektórych od blogowania☺☺
P OZ D R A W I A M.