23.11.2017

Pragnienie....

Ogrzej ją proszę
Otul w dłonie
Żeby poczuła
Ciebie.
Nawet nie spojrzałeś
Zapatrzony na inną
Dziwnym podnieceniem
Dotknołeś

Ona jak anioł
Nie pragnie przygody
Z podróżnym włóczęgą
Ona spragniona wody
Ostudź ją proszę
Swoim chłodem
Otul w dłonie
Nim noc zapadnie
Rankiem już będzie za późno .

pleciuszki-danuski.
Róże z mojego ogródka::)

P.S.NIEKTÓRE KOMENTARZE NIE WIEM DLACZEGO ZAPISUJĄ SIĘ W SPAMIE. Nie zawsze tam zaglądam..Ostatnie były :WIENIA-KAPITANA
i ANZAI.  Bardzo przepraszam za niedopatrzenie..

21.11.2017

Uczucie lekkości...

"Człowiek czy kwiat ,niczym się nie różni ,walka o życie jest nam podobna"
Moje róże, tak bardzo pragną dać mi radości .
Walczą z przeżyciem,ich piękno zmieniło się w kryształ.Pomimo to rozkwitają,jak na długo??Nikt nie wie...
Tak samo ,jest ze mną.
C.d....mojej walki z rakiem.

Wybudzałam się pomalutku ,aparat do pomiaru ciśnienia ,uciskał co 10 min rękę,wtedy otwierałam oczy.Byłam przytomna,nie majaczyłam.
Zobaczyłam ,że jestem już na innej salce,obok mnie leżą inne kobiety,parawaniki zasłaniają te panie ,które jeszcze spały.Te które były już wybudzone ,szykowały się do pokojów hotelowych.
Tu nie wybudzają z narkozy ,czekają aż chory sam się wybudzi,cały czas sprawdzają ,czy wszystko jest ok....Ja spałam 40 minut po zabiegu,pielęgniarki widząc mnie ,że już zaczynam się poruszać ,otwierać oczy od razu odłączyły wszelakie aparaty,zapytały mnie ,czy wszystko dobrze,jak się czuję ,czy coś mnie boli...
Byłam nafaszerowana lekami znieczulającymi ,łącznie z morfiną.
Bólu żadnego, ale kiedy podniosły mi pod głowę podpórkę, bym mogła napić się i zjeść ,poczułam ,że głowa o mało co ,nie odkręci się ,niczym wykręcająca żarówka::)))) Tak działały leki.....
Pielęgniarka podeszła z zestawem herbat  .
-Jaką chcę do picia?
Duże było do wyboru,postanowiłam wypić owocową z malinami.
Zaraz dostałam też kanapki, dwie duże bułki świeżutkie z żółtym serkiem ,ogóreczkiem i masełkiem..Bo tak sobie zażyczyłam.
Podały mi na tacy- stoliczku ,poprawiły poduszkę i ciągle mnie obserwowały, czy wszystko ok...
Dobę nie miałam nic w ustach,kanapki zjadłam raz dwa ,były tak pyszne"")))Poczułam się o wiele silniejsza.
Obserwowałam w trakcie jedzenia,jak te kobietki się uwijały,pielęgniarki nie siedzą w osobnych gabinetach,one są non stop przy chorych,ciągle w ruchu,naprawdę dają z siebie wszystko .Jeśli chodzi o ten czas zaraz po operacjach i zabiegach.
Najedzona ,szczęśliwa ,że już wszystko za mną,teraz tylko dochodzić do zdrowia.Ale nie wiedziałam ,że to będzie najgorsze.
Mąż córka i tłumaczka przyszły do mnie ,przywitały radośnie...Pielęgniarka podjechała wózeczkiem, posadziła mnie wygodnie ,druga  z moją osobistą szafką i moją rodzinką ,wyjechaliśmy na hol  w kierunku pokoju hotelowego.Chorzy którzy nie są w poważnym stanie są w pokojach hotelowych,np po porodzie,po zabiegach takich jak mój,laryngologii itd..
Duży przestrzenny pokój,obok recepcja i pielęgniarki,niedaleko stołówka .
Tu dokonałam wpłatę 150 koron na dobę i 50 koron za Anule ,bo była w nocy ze mną ,tak w razie czego..
Tak wygląda pokój dla chorego.obok WC ...do dyspozycji TV. internet..
Było mi wygodnie i tu dopiero pomalutku odtajałam po wszelakich prochach::)
Taki miałam staniczek ,bardzo pomocny w chodzeniu ,Nie czułam przy chodzeniu bólu ,bo ładnie podtrzymywał piersi.
Czas szybko leciał,doba też,co jakiś czas pielęgniarka wchodziła z pytaniem ,czy wszystko dobrze...
Dostałam mocne leki przeciwbólowe i morfinę.Skorzystałam jedynie z mniej szkodliwych leków a morfinę zabrałam do domu.
Z rana przyszła pielęgniarka, przyniosła 5 zastrzyków przeciwzakrzepowe .
Wystraszyłam się , zawsze bałam się zastrzyków, nie miałam na to wpływu.
Pani usiadła z uśmiechem obok mnie i nakazała podnieść bluzeczkę ,bo miejsce do wkłucia jest na brzuchu obok pępka ...
-O matusiu...nie!!! lamentowałam ,malutkiej igiełki się wystraszyłam ,po tym co już przeszłam...I od razu oblał mnie dziwny spokój..
No, głupotą jest bać się tego...
Wystawiałam brzucholka ,pani złapała za fałdkę "")))Igiełka zrobiła bęc..ta ...ra ..ra...
Oj,co za ulga ,strach to najgorsze zło..NIE BOLAŁO...☺
No to chrzest za mną ,ale czekała mnie niespodzianka ,bo w domu mam sama sobie robić zastrzyki 1 na dzień..
-Ja?....nie dam rady,nigdy tego nie robiłam..
-Dasz ,odpowiedziała,widziałaś jak to zrobiłam i naprawdę ,nie ma tu nic trudnego.
Nie miałam wyjścia..przez 4 dni dam radę..Bo musiałam mieć 5 ampułek.
Na koniec przyszedł pan onkolog Erik☺Powiedział mi wszystko , na jakim jestem etapie po zabiegu ,jak wszystko przebiegło w czasie zabiegu i w moim przypadku mam szczęście,bo ten rodzaj raka atakuje hormon kobiety- estrogeny .
Dobrze reaguje na leki i zazwyczaj daje się wyleczyć w 100%..Guz miał 8 mim,wczesne stadium ,dlatego miałam szczęście.Teraz czekać mam na kontrolę za miesiąc , mam normalnie funkcjonować ,ale bez wysiłku..dostałam specjalne opatrunki w trakcie kąpieli - prysznic i to krótki.
I jeszcze kilka zdań wymieniliśmy ,lekarz miał dla mnie pół godziny czasu,mogłam jeszcze zasięgnąć porad i innych ciekawostek co dalej.
W DOMU....
Najlepiej ,najpiękniej ,najwygodniej.......Od razu dostałam skrzydeł.
Mąż kupił mi piękne białe róże ,stały już w sypialni ,czyściutko ,okno otwarte ,ptaki śpiewają ,łóżeczko czekało na mnie ☺.Jak dobrze być w domu..
Nawet doba nieobecności ,jak dla mnie to jest długo..
Od razu zakazano mi chodzić i tak powinnam robić by nie dostać skrzepu,bo jednak było trochę w piersi grzebania i węzłach chłonnych..
Dopiero po drugiej dobie, zaczęłam odczuwać wszelakie bóle.
Mogłam spać jedynie na wznak,i na drugim  boku.
Podkładałam poduszeczki pod boki ,pierś najlepiej odpoczywała na płasko,więc regulowałam sobie ,by nie bolało...
Zastrzyki dałam sobie bez problemu,złapałam mocno za skórę ,wcisnęłam igłę ,uwolniłam zacisk i siup.....!!raz dwa i po strachu.☺☺
Nie narzekałam ,byłam opanowana,wychodziłam troszeczkę na taras ,popatrzyłam na moje cudeńka kwiaty..Cieszyłam się wszystkim ,nie myśląc o bólu..I co dalej..
Każdy wieczór był do miesiąca czasu uciążliwy..Pierś goiła się ,ale też od środka zbierała się chłonka -płyn.To było najgorsze ,bo robiła się taka twarda ,jak bym miała w sobie pokarm::)))I niektóre kobietki lecą do lekarza, by odciągnąć płyn ,ale im więcej ściągają ,tym więcej przybywa..
Ja radziłam sobie dość dobrze,stwierdziłam ,że leżąc na boku,płyn jakby rozlewał się pod skórą łopatki i żeber☺☺Przynosiło mi ulgę.Wytrzymałam miesiąc..
PIERWSZA WIZYTA -po zabiegu..
Pan onkolog, który -operował mnie.. trafiłam na najlepszego onkologa w tym szpitalu..Tak mi powiedziała pielęgniarka.
Rozmowa miła ,zbadał mi węzły chłonne, obejrzał pierś...Przez miesiąc czasu ,pięknie się goiło..Zaskoczeni byliśmy tym ,że nawet kropelka ropy ,czy krwi   nie było na opatrunku..Suchutko i czysto.Z czego lekarz był zadowolony ,to znaczy że zero infekcji,czasami bywa ,że potrzeba sączki zakładać .
U mnie rana suchutka ,to że w siniakach to zrozumiałe.Sporo się działo pod skórą i pachą ,miałam dwa nacięcia ,pierś i pacha .Tam około 5 cm  , wyciętą miałam "bramę węzłów "Ale wszystko ładnie się zagoiło.Powiedziałam o tej chłonce.Lekarz powiedział .
-Jeżeli doję rade z tym wytrzymać ,to lepiej bym nie ściągała ,im mniej penetracji ,tym lepiej dla mnie.Zawsze po wkłuciu może dojść do infekcji .Ściąganie pomaga w bólu na kilka godzin,ale płyn zbierać się będzie większy i może to trwać miesiącami.Dlatego jak mogę wytrzymać , niech tak zostanie.I tak zostało.Do trzech miesięcy miałam takie objawy,ale do wszystkiego można się przyzwyczaić .Z dnia na dzień była poprawa ,czasami jak pozwoliłam sobie na machanie ręką ,bo włączyłam się po 2 miesiącach w prace domowe,to potem się zemściło...Niestety przy tej chorobie trzeba jednak odpuścić fizyczne robótki::))
Ale ja uparta baba jestem☺ Jak było lepiej ,to do dzieła ,jak bolało ,puchło to ,do łóżeczka..No ,ale moja psychika zakodowała sobie to ,że musi boleć i po czasie musi się zagoić .Nie użalałam się ,jedynie obawiałam się ,by nic nie wyskoczyło w trakcie leczenia..Po trzech miesiącach, zdjęli mi plasterki z szwów .W piersi długo jeszcze miałam  siniaki ,czasami się chowały ,czasami coś tam się  ukazywało.Ale tak musiało być.Po trzech miesiącach dość dobrze się zagoiło .
Wizyta z lekarzem i kontrolne badanie.
RADIOTERAPIA-naświetlania.
Czekała mnie miesięczna jazda codziennie do szpitala na naświetlania,chemii nie miałam i całe szczęście.
Od poniedziałku do piątku ,przez miesiąc czasu po 3 minuty .
Kładłam się,panie mnie ustawiły ,by dokładny promień światła nakierować tylko na chorą tkankę.Zrobiły mi wcześniej, kropki- tatuaż,po bokach piersi,by co do milimetra naświetlanie objęło tylko tę część co trzeba....mam na pamiątkę te kropeczki,bo tego się nie wymyje::)
I tak przez miesiąc musiałam bywać ,tylko na kilka minut.
Oczywiście wcześniej mówiono mi ,że mogę mieć po tym, kaszel,bicie serca mocniejsze,zmęczenie,senność.Jeżeli ,coś się będzie z tych rzeczy dziać ,to mam zgłaszać.
Po dwóch dniach dopiero zaczęłam odczuwać : Wychodziłam ze szpitala ,miałam bliziutko busa, sama jeździłam ,ponieważ nie czułam się źle.
Ale skutki uboczne zadziałały...Siadałam na końcu ,by nie przeszkadzać innym i kaszel robił swoje...suchy..duszący..tak przez godzinę codziennie,jak tylko wychodziłam po naświetleniu.Serce też chyba dostało trochę wiązki Czarnobyla .
Odczułam to po radioterapii.Było niespokojne i tak mi pozostało do dzisiaj.
Po miesiącu pierś wyglądała opalona ☺☺lekko poparzona od spodu..Dostałam specjalny krem ,by ulżyć ,bo bolało bardzo.Dostałam też specjalne opatrunki ,by nie pocić się pod staniczkiem.Pomagało...Ale zdawałam sobie z tego sprawę ,że lekko nie będzie ,musiałam to wszystko przejść.Do dzisiaj skóra na piersi jest ciemniejsza,po tak długim czasie,na skórze pojawiły się malutkie pieprzyki,wcześniej wszystko zabiło i skóra była jak u niemowlaczka::)
OSTATNIA WIZYTA...
Onkolog -rozmowa-badanie-recepta..
Na 5 lat po jednej tabletce dziennie,

Tamoxifen -lek który hamuje nadprodukcje hormonów.

Cena leku za 100 tabletek niecałe 300 koron na rok 3 opakowania.

Biorę już 2 rok..w aptece mam wypisaną receptę na 5 lat.Wystarczy tylko mój perszonummer i pani w komputerze ma wszystko.Nie trzeba chodzić do lekarza.
Teraz tylko co roku badania,jak na razie jestem czysta..♥♥
UFF>.........
Dałam radę,Byłam wdzięczna tym ludziom ,co tak przy mnie "skakali"
Tu nie ma czego takiego ,jak: koniak,prezenty...NIE WOLNO I LEKARZ NIE WEŹMIE A WRĘCZ MOGĘ MIEĆ NIEPRZYJEMNOŚCI JEST TO ŹLE ODBIERANE.
Uścisk i szczery uśmiech ,podziękowanie jak najbardziej))
A to na pamiątkę z moim onkologiem ,który mnie operował i prowadził moją chorobę do końca::))Te kwiatuszki celowo wkleiłam , uśmiech miałam straszny,też zakryłam ,no tak się czasami zdarza ,człowiek się ustawia do zdjęcia ,a wyjdzie jak czarownica..::)))
Na koniec powiem tylko to,że nadal odczuwam czasami ból np. na zmianę pogody,lewa ręka już jest słabsza ,bo wycięte węzły nie pozwalają na 100% machanie ręką,trzeba się pilnować ,nie forsować,jak za dużo ,to spuchnie tu,gdzie były węzły..No tak ,wiem ,że do końca już będę lekką niedyspozycyjną kobietką .Ale z tym idzie żyć.I oby tak pozostało.
Kochani ,opisałam moją chorobę,nie po to by się chwalić,ale po to by kobiety dowiedziały się jak to jest.Nie wolno się bać!ufać lekarzom...ufać sobie i wierzyć ,że będzie dobrze.Ja rozumiem ,nie wszyscy mają takie szczęście WYGRAĆ.
MNIE SIĘ UDAŁO .DZIĘKUJĘ BOGU...DZIĘKUJĘ LEKARZOM...DZIĘKUJĘ SOBIE ,ŻE SIĘ NIE ZAŁAMAŁAM.I MOJEJ KOCHANEJ RODZINCE.
Jak ma się taki personel ,to zdrowie raz dwa zawita::)))
Pozdrawiam cieplutko i już nie zanudzam♥♥

16.11.2017

To takie proste....

Nawet porę jesieni, można pokochać.
I ja to czynię od dawna.
Kiedyś będąc młodą kobietą,narzekałam na chłody,bo kochałam tylko lato..Teraz moja miłość do pór roku ,wyrównała się ,idę w prostej linii.
Jak można nie kochać ,takiego zachodu słońca?Na samo spojrzenie oczy nabierają blasku, a serce bije jak szalone , bo ogień płonie miłością do życia .
Szczególnie jesienią mam takie widoki z tarasu,okna.Latem słońce chowa się za lasem, tuż obok naszego domu,jesienią natomiast pokazuje się w całej krasie.

Nawet z takich widoków ,trzeba się cieszyć.
Ja należę do osób bardzo pozytywnie nastawionych do życia.Nie przejmuję się drobiazgami ,bo jutro już będzie całkiem inaczej.Każdy problem ,może być rozwiązany ,lepiej lub gorzej .Zawsze może nas dopaść jakaś choroba,na którą nigdy nie czekamy,ale jednak nas atakuje.I z tym można wytrzymać,po czasie wracamy do codzienności.I człowiek się cieszy,bo jest lepiej..Ja może nadmienię siebie.
Rutynowe badanie mammografii ....Dwa lata temu..USŁYSZAŁAM  DIAGNOZĘ  RAK. !!!
 Z radosnego życia, w jednej sekundzie zawalił mi się świat.Ale to były tylko sekundy..Mąż z córką byli przy mnie ,kiedy onkolog musiał powiedzieć ,co mnie czeka w najbliższym miesiącu.I jak mam  dalej funkcjonować.Ja należę do mocnych kobiet psychicznie .Odebrałam wiadomość w mojej głowie  ,że teraz tylko może być ,lepiej lub gorzej.Poddałam się całkowitej władzy lekarzom.Wiara jest MOCĄ .Kiedy jechaliśmy do domu ,mąż z córką byli tak zatroskani i spanikowani ,że czułam to na swoich plecach.Rozumiałam ich ,bo sprawa była poważna,ale to ja,wspierałam ich na tyle ,by wskoczyli na tryb codziennego życia.Potrzebowałam ciszy,w drodze do domu.....Była cisza....I tyle mi wystarczyło ,by ogarnąć siebie .
Po 20 minutach ,już byliśmy w domu.Od razu powiedziałam...
- Macie traktować mnie normalnie .
- Żadnego szlochania,nadskakiwania przy mnie.
- Ma być, tak jak było ,do tej pory bez zmian  absolutnych.
- Ja to pokonam ,bo wiem że dam radę ,mam w sobie dużo siły ,takiej czystej energii..
- Może będą dni gorsze ,ale to tylko małe zmiany w moim zachowaniu.
- Bo walka musi być czasami, jak beczka prochu ,ale ja się nie boję.
-Zamykamy temat, żyjemy normalnie i na luzie.
Ulżyło mi,bo rodzina zaakceptowała moje prośby ,a ja dziwnie spokojna zajęłam się codziennością.
Może ktoś powie. -Głupoty piszę...Ale ja naprawdę byłam spokojna.
Dostałam na samym początku ,tak wielkie wsparcie od lekarzy.Na pierwszej wizycie dostałam ,tyle pozytywnych słów i uwierzyłam od razu w siebie i lekarzy,nie myśląc z czym przyjdzie mi się zmierzyć.
-Mam nie myśleć .  Taki rozkaz dostałam..To wykonałam☺
Przez miesiąc oczekiwania na operację,czy zabieg ,jak kto woli...miała 4 spotkania z lekarzami-rozmowy- psycholog.Tak mnie przygotowali wszyscy do zabiegu ,że zapomniałam o raku ,tak go potraktowałam, jak wycięcie migdałków.
Tu służba zdrowia ,jest bardzo wysoko postawiana ,co chodzi o podejście do pacjenta  .Chory człowiek ....to chory człowiek.Lekarze ,pielęgniarki i cała reszta personelu,ma przy nim być ,pomagać ,wspierać ,dbać by nie bolało,by nie był głodny ,by był umyty ,miał kontakt z rodziną i ogólnie przemiła atmosfera.
Dlatego ,ja przez miesiąc czasu ,jedynie co wypowiadałam na głos wieczorem ,kładąc się spać : -Ty potworze jeszcze kilka dni będę z tobą spała.Jeszcze kilka dni i odliczałam każda noc ☺ Zasypiałam spokojnie ,dziwnie spokojnie ..Bo wierzyłam lekarzom ,że wszystko jest ok ,tylko trzeba to usunąć.
W tym czasie sadziłam w ogrodzie kwiaty,sprzątałam w domu,przygotowałam wszystko na później ,bo wiedziałam ,że będę wyłączona z prac,pomyłam okna,zrobiłam zaopatrzenie w żywność -gotowanie -zamrażanie.By mieli na początek łatwiej moi domownicy.
Czas wolny spędzałam z sąsiadami,piłam piwo ,wino,śmiałam się ,jakby nigdy nic. Naprawdę można poradzić sobie w takim stanie.Tylko trzeba wpakować całą pozytywna energię,.Mnie się udało.
Tydzień przed operacją :
Dostałam powiadomienie.
Co mnie czeka  w tym dniu...a więc:
>Mam dzień przed zabiegiem ,już nic nie jeść ,jedynie płyny.
>Mam zabrać dokumenty i to powiadomienie o operacji.
>Rano muszę o godz 7.30 być już na bloku szpitalnym bo:lekarz na samym początku ,musi wprowadzić mi nitkę chirurgiczną do miejsca,gdzie jest guz ,by chirurg mógł z łatwością go namierzyć skalpelem-to takie udogodnienia.
Byłam o czasie ,o dziwo pani doktor z Polski ,miło było przez 5 minut..
Szybko poszło,USG-przycisk specjalnym kwadracikiem-wkucie grubej igły z metalową nitką ,czy coś podobnego do metalu ..Nie bolało ,bo pierś to gruczoły,więc mówię ,że NIE BOLAŁO...TAKŻE NIE BOLI BIOPSJA .Po tym zaraz przyszły dwie pielęgniarki ,oczywiście mąż i córka ,oraz tłumaczka ,byli do samego końca ze mną ,aż do sali zabiegowej.Tłumacz zawsze jest ,kiedy obcokrajowiec potrzebuje, by się porozumieć.I to załatwia już szpital.Ja tylko zgłaszam ,że proszę o tłumacza.Bo jeszcze nie byłam na tyle dobra z j.szwedzkiego.Jednak medyczne zagadnienia przeważały w rozmowie.Dlatego wolałam wiedzieć wszystko.
Następny etap:raz jeszcze mammografia ,by sprawdzić ,czy nitka jest w samym środku guza..Była ☺...No to posadzili mnie już na wózek ,co mogłam sama iść.Bo przecież jestem zdrowa,ale tego wymagają przepisy szpitala. Bardzo dziwne uczucie ,kiedy siedzisz i wiesz ,że jesteś zdrowa ,a musisz siedzieć::)))i ktoś cię pcha...na dodatek z uśmiechem na twarzy.
Izotopy:
Fajny wesoły lekarz,oprócz tłumaczki ,zaprosił też córkę,by była przy mnie w pokoju..Anula miała okazje porozmawiać.Oczywiście wypytał się jej z jakiego kraju jesteśmy,jak idzie jej nauka itd... Naprawdę miło było i na wesoło ,żartował z nami ☺
Wszystko mi wytłumaczył ,jakie czynności wykona.
Położyłam się na specjalnym łóżku -deska.Dużo sprzętu,komputery,jakaś duża kopuła,tam byłam wsuwana 5 razy na zrobienie i podglądanie zdjęć,po tym jak wstrzykiwał mi,w pierś małe igiełki z izotopami.Oczywiście bardzo delikatnie i z wielkim współczuciem ....nadmieniam ,że NIE BOLAŁO..Wtedy maszyna się włączała ,Anulę zabierał za szybę,bo to wszystko promieniuje.I tu musiałam leżeć bez ruchu 50 minut. Izotopy musiały się rozprowadzić po całej piersi .Wtedy lekarz robi duży obraz zdjęcia ,jakże kolorowego w środku..żółte,czerwone,niebieskie..żyłki..Pokazał mi ,tak z ciekawości mojej, na ile jest zainfekowana pierś,bardzo widoczne miejsce ,dzięki izotopom.
Po tym :
Weszłam do następnego gabinetu: tu przywitała mnie pielęgniarka,podając dłoń ,wypowiedziała imię ,bo tu wszyscy po imieniu mówią.....LUZIK... całkowity.Na samym początku poprosiła bym zrobiła siusiu .Nie miałam parcia na pęcherz ,ale musiałam się zmusić ,by mocz wykazał ,że nerki dobrze przefiltrowały płyn z izotopów...Dobrze ,że spojrzałam   ☺☺co wyleciało ze mnie::)) Zapytała mnie tylko -jaki kolor?.-zielony,odpowiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać::))
To dobrze ,że zielony,teraz już z górki... założyła mi kartę ,sprawdziła dane osobowe,dała mi 7 tabletek i malutki naparsteczek wody ☺ musiałam poradzić sobie z połknięciem ,ale jakoś poszło..Dostałam :szlafroczek ,bo piżamkę miałam swoją,dostałam staniczek specjalny ,długie pończoszki bawełniane,czepek.Wszystkie rzeczy osobiste w szafeczkę i jechała ze mną aż do pokoju hotelowego::))).I po chwili przyszedł pan doktor,który miał mnie operować.
Podał dłoń przedstawił mi się ,że jest moim lekarzem..mazakiem zaznaczył którą pierś ma operować...zapytał jak: się czuję ,czy wszystko dobrze,czy nie jestem zdenerwowana.Mam się nie obawiać niczego,jestem w dobrych rękach ,po jakimś czasie zostanie mi tylko niewidoczna kreseczka na piersi,bo będzie pierś zachowana ,ale o numer mniejsza od drugiej.Wytnie mi 4cm w koło guza taki torcik,tak to nazywają.☺.W trakcie zabiegu ten torcik będzie sprawdzony ,własnie przez tę panią doktor co robiła mi "drucikowanie"w piersi ☺Jak będą tkanki rakowe w dalszym obrębie ,to usuwają mi całą pierś.Jeżeli czysto ,to tylko bramę z węzłami chłonnymi i torcik, raz dwa zaszyją i to wszystko...Powiedział mi to spokojnie, bym wiedziała co mnie teraz czeka...Uścisk dłoni i ostatnie słowa : -spotykamy się na bloku.
Byłam ,spokojna , niczego się nie bałam ,serce  bez walenia ,ciśnienie normalne,zero strachu.Wszyscy wyszli ,ja zostałam by się przebrać i wzięłam prysznic ,kiedy byłam już gotowa nacisnęłam guziczek .Ja myślałam ,że muszę wszystko ściągać,i będę przykryta jedynie prześcieradłem,bynajmniej tak w Polsce jest..ale nie wiem...
A tu musiałam nałożyć pończoszki które dostałam,majteczki własne::)))staniczek rozpinany z przodu i szlafroczek  który dostałam, też miałam na sobie .
I tu pomachałam już rodzince ,ale tłumacz jeszcze wszedł ,do chwili kiedy podano mi narkozę.
I tak weszłam na salę operacyjną.
A tam, jak w ulu,co za pracowite pielęgniarki,tu na wesoło z uśmiechem,wskazały mi łóżko-deskę...tak to nazywam::))wąskie z podkładkami na ręce.Pomogły mi ściągnąć lewy rękaw z szlafroczka i ściągnęli ramiączko stanika,podłożyli pod plecy,tak by mi nie uwierało☺..Zapytałam :-dlaczego nie ściągają mi całości..Powiedziały ,że po zabiegu tylko mnie podniosą i włożą rękaw ,nie muszą więcej ,bo nie potrzeba.
No to ok ,pomyślałam sobie ,dla mnie lepiej ,bo nie jestem przynajmniej goła .Za chwilkę dostałam mięciutką podusię ,następnie kołderkę i jeszcze jedną kołderkę nagrzaną ,by mi nie było zimno..Opatuliły mnie przed zabiegiem, jak niemowlaka i zrobiło mi się tak milutko,przytulnie,że poczułam odprężenie...
Trwało to z 4 minutki,do chwili kiedy nie usnęłam,Na początku z uśmiechem pielęgniarka powiedziała mi ,że mam powdychać powietrza czystego jak kryształ☺☺No to wdychałam przez 30 sek...W tym czasie pani anestezjolog,wychyliła się do mnie i trzymając mnie za rękę ,głaskała też po głowie...Uspokoiła mnie tymi słowami..: -Ja cały czas będę za tobą ,wszystko dopilnuję ,by nic się nie stało.Mam być spokojna,życzę przyjemnego spania::))
Uśmiechnęłam się do niej.Jeszcze założono mi aparat do mierzenia ciśnienia,na palec smoczek☺Założyła mi wenflon  .....I powiedziała na koniec że : - po przebudzeniu może leciutko pobolewać mnie krtań ,bo bedę miała wsadzoną rurkę w czasie zabiegu..Ale to pikuś ,pomyślałam,ważne ,że nie będę czuła jej w trakcie☺☺ Na koniec podano mi maseczkę ,pomachały wszystkie i życzyły miłego snu..
Policzyłam do trzech..............cdn....
Może zanudziłam swoim wpisem ,ale chciałabym ,by kobiety ,które tu zaglądają-przeczytają -wzięły do serca ,badania piersi.I chciałabym ,by wiedziały jak to przebiega wszystko.Dalszy ciąg będzie,bo zostało mi wspomnienie z hotelu po operacji i dom w którym dochodziłam do zdrowia..Mam też zdjęcia na pamiątkę pokażę w następnym wpisie.
Panowie PRZEPRASZAM ZA BABSKI WPIS/


10.11.2017

Wspomnienie...

Pamiętasz
Jak wołałam do Ciebie
Ty moje srebro
Czarodzieju zuchwały
A Ty byłeś jak szklana kula
Bez emocji i serca
Taki wypalony zamglony.
Pragnęłam zachodu słońca
I Twojego srebra
Ciemności bezpiecznej
Niczym czapki niewidki
Byś mnie szukał
Z gwiazdami mylił
Ktoś podarował mi skrzydła
Lekkie jak  pióro
Leciutko dotknęłam ziemi
Wybudzenie
Rosa obmyła stopy
Trawy ukojenie.......
pleciuszki -danuski.





07.11.2017

Pogoda sprzyja pracom..

No tak ,tyle czasu lało...już straciłam nadzieję na słońce.
Straciłam nadzieję, na piękne zachody słońca o tej porze roku.
Ale wszystko zmieniło wygląd ,kiedy wstałam i zobaczyłam poranne mgły...No pogoda będzie na dłużej::))
Radość o poranku
To nie byle co.
Bo inaczej smakuje kawka.
Mam ochotę na gotowanie,sprzątanie,zrobienie czegoś przy sobie..
Bo kobieta powinna czasami coś zrobić ,by być z siebie "zadowolniona "☺☺
Tak sobie piję  kawkę i podziwiam błękity☺
Okno mam wielkie  ,to mogę wszystko podziwiać ,nawet najdrobniejsze żyjątka  ,jakie się ruszają w mojej zagrodzie☺
Tak sobie popijałam kawusie i pomyślałam ,że czas na mycie okien..Zawiesiłam już zimowe firaneczki ,będą do końca lutego .A ja nie robię porządków tydzień przed świętami.Okna wymagały umycia ,więc je wypucowałam.
W kuchni mam dwa,szybko się myje ,bo wystarczy je popchnąć i okno się przekręca góra -dół..Dla mnie to pikuś::))Zapowiadają ochłodzenie ,nawet śnieg .Okna już mam z głowy.W sumie nie mam bałaganu w domu ,sprzątam co tydzień, tak porządnie całą chałupkę.Dlatego okres przedświąteczny dla mnie ,nic nie znaczy .Od dawna zmądrzałam i nie robię niczego za pięć ósma ,jak to mówią☺

Kochani idą chłody,trzeba pić gorące wody z pigwą +żurawiną+miód.Ja to czynię i powiem Wam ,że mam się świetnie..
No... po za jednym ,że coś przydusiło mnie po prawicy,jak to bywa ...koście jak grzechotka ,czasami coś zahaczy i tydzień z głowy,nacieranie,leżenie,biadolenie...ale to tylko w sobie..Bo nie pokazuję tego na zewnątrz...Ja ,kobieta jak dąb ,silna z wiotkimi rączkami jak brzoza...Też tak może być ,że czasami od dołu słabizna ,od góry tytan...I weź tu człowieku działaj z łopatą ,czy ścierkami...Ale nie narzekam ...

Bo nie mogę ....a w dodatku wzmacniam się tym...
Powiem Wam rewelacja!!!
Kto chce być zdrowy i wywalić cholesterol i inne dolegliwości...Po co się truć tabletkami ,jak można wyprosić cholesterol pięknie i to raz dwa ...Przez tydzień:1 łyżeczka miodu+płaska łyżeczka cynamonu...wymieszać na papkę i zjeść,trzeba jeść z rana ,przed śniadaniem. Zrobić przerwę po tygodniu 3 dni i od nowa  ..Myślałam ,że będzie szczypać w język ,a to taki przyjemny smak,bo cynamon jest w zapachu intensywny..Ale kiedy damy miodu,wszystko smakuje jak utarte jajo z cukrem::))Działa zbawiennie na choroby żołądkowe,wzmacnia organizm -infekcje zwalcza itd...
Komu nie będzie pasowało samej papki jeść,to można z chlebkiem lub bułką ,ważne by to zjeść raz dziennie.
Raz w miesiącu przyjeżdża do nas gospodarz z jajami☺☺Jestem bardzo rada z tego powodu ,bo mam jaja z wolnego chowu,kurki sobie chodzą pod lasem i znoszą duże jaja i bardzo smaczne.. Powiem Wam ,że poznałam już życie w Szwecji i polubiłam nawet te najbardziej niedogodne sytuacje ...przywykłam do braku rynku,przywykłam do żywności szwedzkiej...jest dobrze ,normalnie ,bez problemu nabieram nawyków kulinarnych innych dostawców.

Uwielbiam mój wiciokrzew ,kiedy zaczyna się zima ,on wypuszcza liście,dziwny krzew,ale jest piękny.Wije się i rozrasta pięknie .Wiosną pachnie cudnie..U nas jest przy starej ściętej jabłoni,pozostawiliśmy wysokie konary i bidulka sobie pięknie rozrasta się  na tym drzewie.Co dwa lata ją przycinam ,żeby wzmacniała się od dołu...
Pięknie pachnie..W tym roku bardzo obsypała się kwiatami::))ale w ubiegłym zaatakowało ją jakieś paskudztwo i wszystkie kwiaty nie doczekały rozkwitu ,możne mszyca?Przeczekałam ,bo inwazja była szybka ...
Z bolącym bioderkiem pokuśtykałam,by zrobić "otulinki" na młode roślinki.
Okopałam lwie paszcze ,takie kopce porobiłam ,by przetrwały mrozy,wiosną pięknie ponownie zakwitną.
 Tu dołożyłam płaszczyk::))dla mojej nowej
laurowiśni. Jest świeża ,niech ma luksus::))
Na róże malutkie też kapturki założyłam|::)okopałam
Lwia paszcza wypuszcza pięknie listki,ale mróz zrobi swoje ☺ważne ,że główna łodyga jest okryta i tak zrobiłam z każdym krzaczkiem::)

Tulipany już dawno w ziemi,niezapominajki pięknie się rozrosły,to moje ulubione wiosenne kwiaty.Kiedy mają już nasiona ,ścinam i układam ścięte suche ,tam gdzie chcę ,by zakwitły..Dużo rozsiałam przy żywopłotach ,to taki piękny majowy kwiat.I fajnie zimuje::)
Kupiłam też nasiona kwiatów ,kiedy byłam w Polsce.Będą mi pasowały ,wytrzymałe na deszcz.I takie tanie ..W Szwecji bardzo drogo jest z nasionami..W Polsce taka torebka 1,70zl -1,20...a tu za takie nasionka muszę zapłacić na PL jedną paczuszkę prawie 10 zł i to jest najtaniej....bo dalej ceny są coraz wyżej.Kwiaty ogólnie w Szwecji są drogie.

Zakwitają mi po raz trzeci róże"")
Rano przymrozek je ścina ,w południe pięknie rozkwitają::)
Aż mi żal ,że chcą cieszyć moje oko nadal♥a tu chłody ,przymrozki. Krzaczki są już czteroletnie ,na drugi rok będzie więcej kwiatów::))Kupiłam fajny nawóz do róż ,zastosuję wiosną ,piszą ,że bardzo obfituje w kwiaty.Zobaczymy::)))
Mój sąsiad Cyrus ciągle odwiedza☺
Ale teraz mam dwóch fajnych sąsiadów
Luki i jego kot☺☺Teraz będzie przybiegał do nas często ,Już mocno stąpa po ziemi na własnych nóżkach☺ Jak tylko mnie zobaczy ,to krzyczy ....Dannnka!!
Lubi do nas przychodzić::))
Jest bardzo pogodnym dzieckiem i spokojnym::)I bardzo chętny do pomocy w ogrodzie ,to z nim sadziłam tulipany::))Podawał i wrzucał do dziurek...Zobaczymy co wyrośnie ,pewnie będą tulipanki Lukusia::))
Zawsze mówiłam ,że pies powinien być na swoim legowisku,ale nasz staruch nie chce leżeć na swoim ,tylko rozkłada się na kanapach...I co robić????Musze rozkładać kocyki i pancio niech leży ile chce::))a jak z nami walczy o miejsce☺☺☺No trudno, jest już wiekowy ,gula rośnie,chyba łagodny stwór...bo już rok z tym chodzi i na razie jest ok ... Nie będziemy dozować mu już chirurgii.Niech sobie żyje bez bólu. Jak coś się zacznie dziać,to wiemy co robić.

Dzień minął pracowicie ,wieczorkiem przy lampce winka ,zakończyłam relaksem na pisaniu posta i pograłam sobie na KURNIKU w literki ,tysiąca i kości::))Czy ktoś gra ?☺☺ale tylko wieczorkiem to robię::)
Miłego wieczorku-nocki...rozpisałam się za dużo..
Pozdrawiam Was -danka


06.11.2017

Za wszystko Ciebie kocham....

Za wszystko Ciebie Kocham
Jak czerwone róże
Za to że swoją cierpliwość
Pozostawiasz  na wodzy
Za to że jesteś ze mną
Nawet jak bywam nieznośna
Jesień w nas tkwi na lata
Nie boję się trosk przy Tobie
Bo jeszcze zima nastanie
Jak długo w nas pozostanie?
Nie chcę już wiedzieć....... pleciuszki danuśki♥

04.11.2017

Zagubiona.....










Zagubiona gdzieś samotna w lesie
Jesień
Gołe drzewa zawstydzone swą nagością
Bez okrycia
Dziwny zapach chłodu się unosi
O coś prosi
Wiatr rozdaje karty gra w pokera
I wybiera
Deszcz zalewa ślady pozostałe
Co to zmieni
Nic
Dla jesieni jest tak dobrze....................dla mnie też ☺pleciuszki danuski.