piątek, 21 kwietnia 2017

Nie ma jak w domu...

Wszystko mija ,wracamy do codzienności.Wyjazd przed świętami udany bardzo::)Było miło i spokojnie::)W gronie najbliższych mieliśmy czas na rozmowy ,spacer,smaczne jedzonko,saunę ,jakuzzi.Nigdy nie byłam w tych stronach Szwecji.Całkiem inny krajobraz,inna budowla,więcej stylu duńskiego .
U nas skały, a nad morzem piękne wzgórza ,niczym Szkocja::))
Zapraszam na małą wędrówkę .
Od domu do miejsca naszej bazy mieliśmy 400km....3 godzinki i byliśmy na miejscu.
 Helsingborg widziane przejazdem do celu.
Piękne małe portowe miasteczko.
Bardzo blisko Danii.Stąd odpływają promy do Polski czas przypłynięcia do Świnoujścia o połowę krótszy niż z Karlskrony.

Bardzo czyste i zadbane miasto:)
Błękitne kwiaty na trawnikach::)
Z przyjemnością kiedyś tu wrócę::)
Potem Ystad.Też urocze::))
Fotki z auta robiłam ,chcieliśmy jak najszybciej dojechać,dlatego nie zatrzymywaliśmy się.
Urzekły mnie te wzgórza ,morze rozciąga się zaraz za tymi wzgórzami.
 I tak jechaliśmy w wzdłuż dość długo.

Morze raz się chowało raz ukazywało.
Coraz bliżej celu::))i fajniejsze widoki::)
Dotarliśmy po 15 -stej godz.Dojechała reszta rodziny szefa. Zrobiliśmy rozładunek ,zajęli pokoje i zaczęliśmy biesiadowanie::)
 Obok beczka sauna.Komu przygrzało ,ten na leżaku się studził::)
Sauna ogrzewana drewnem,całkiem inna niż na prąd,szybko się nagrzewa i jest inny zapach.
Tu mały relaksik::)Dla mnie było za chłodno,weszłam do Jakuzzi na drugi dzień☺Szwedzi już czują lato,dzieciaki na boso ,maluchy nago latały do sauny i potem jakuzzi..Mokre głowy ,krótkie rękawy,gołe nogi..na dworze 11 st.Ja ubrana w dres i pled na plecach☺☺.Podziwiam rodziców,wcale się tym nie przejmują ,nie zwracają uwagi ,czy zimno ,czy głodny.Zero zakazu i nakazu..Włosy schną na wietrze::))))ciałko chłodem smaga ,na bosaka maluchy latały cały czas ,a trawa zimna...bryyyy..To nic że z nosa leci ,katar to nie choroba☺.Tak wychowuje się każde dziecko,Szwedzi uwielbiają chodzić na boso ,szczególnie w domu i zagrodzie..Takie panują zwyczaje.Buty zostawia się przed drzwiami ,nawet jak idziemy z wizytą::)

700m. mieliśmy do morza,piękne wydmy,trzeba uważnie było wybrać drogę by nie pójść w inny kierunek::)
Latem trawy zielone i wysokie
Żeby dojść do morza, musieliśmy pokonać tę trasę::))
Było fajnie ,jak na pustyni::))
Byliśmy w tym miejscu::))
Koleżanka pokazuje mężowi Danię ,która jest widoczna z daleka .
Plaża piękna ,czysta,ci co tu mieszkają spacerują z dziećmi::)zero tłoku.

Plaża naprawdę mnie zauroczyła::)
Powrotna droga była lżejsza ,bo szliśmy inną drogą.W pierwszy dzień trochę wiało.Na drugi dzień ładnie .
Panowie popłynęli na połów dzikiego łososia.20 km w głąb morza na dwóch kutrach..Mąż oczywiście z kolegą ucierpiał strasznie, kilka razy głowy za burtą były ha ha ha
Ale nie wrócili z pustym koszem.

Zachwyt był i radość 3 duże łososie.Nie było szczęścia na więcej..
Dzień wcześniej złapali na tym kutrze 12 łososi,a nasi tylko  3..zależy od dnia i ryby..
Kolacja była udana,ale tę rybę zabraliśmy ze sobą. Oczywiście podział był  równy ,jedna połowa nasza druga szefa::))



Wszyscy zrobiliśmy sobie grillowane żarełko,każdy nałożył co chciał,tu obowiązuje szwedzki stół,jak sobie nie zrobisz ,nie nalejesz ,to pójdziesz głodny spać::)))))Wszystko stoi ,ale nikt ciebie nie obsłuży::))To nie to co w Polsce::)))
Na drugi dzień, raz jeszcze spacer nad morze ,ale sama z koleżanką i dziećmi::)Piękna latarnia::)
Sosny rozkładały swoje konary niesamowicie grube i długie::)
Siedziałyśmy sobie ,dzieciaki miały zajęcie ::) słonko mocno grzało,piasek ciepły,wieczorem moja twarz była koloru buraka ha ha ha .




leżałam sobie na wydmach i przyglądałam się niebiosom. Straszny ruch panuje na górze.☺☺
Mogłam tak sobie leżeć ,tylko ja i morze::)
ciekawe muszle:)

Po drodze troszkę widoków
mieszkalnych,tu listonosz ma co robić:)
 Tyle skrzynek ,jeden kosz na śmieci.
Szwedzi nie wrzucają wszystkiego do kosza. Segregują śmieci,papiery ,puszki,szkło,jedzenie..Wszystko ma swoje miejsce.



Nikt nie grodzi,nikt nie kopie.
Takie stroiki wiosenne.
Byliśmy też w różnych miejscach.
Piękne zakątki.
Ludzie sobie żyją spokojnie.

Przyjechaliśmy do naszego młodego szefa☺☺sprawdzić ile złapał z synkiem rybek.Oni kochają wędkowanie::)Nie złapali żadnej rybki.☺☺
Weszliśmy do starego portowego
sklepu z częściami do łajb.



 Kotwice i grubaśne łańcuchy.Wszystko można kupić.

Byliśmy w malutkim porcie.
Tu zobaczyliśmy wiekowe kamienie .

Tą ścieżeczką doszliśmy do samej góry.

Na odludziu,wiało strasznie,morze w dole,fajnie to wyglądało.I kamienie już widać::)


Obok baranki się pasły,taka normalność::))
A tu tablica z historią kamieni.
Kamienny kalendarz -Fazy roku ,najdłuższy dzień ,najkrótsza noc.Wszystko odczytywane było dzięki słońcu.Są bardzo stare z 1624r.


Złączony klamrą ,niesamowite piękno,dotykałam .

Każdy był innego koloru.
Magia w środku::))





coś mi się przykleiło ::)))))











Schodzimy w dół.


Przemarznięci weszliśmy na zbocze,usiedliśmy na ławki,cieplutkie,nagrzane czerwonymi lampami,fajny pomysł ,szklane szyby osłaniają od wiatru,panorama piękna,i ciepło odczuwalne od lamp.Miło wypiło się kawkę,nazbierałam kamieni na pamiątkę::))






Ułożyłam przy oczku.
Fajne wspomnienia.
Troszkę piasku z nad morza ,muszelki,
trawa z wydm,i kamienie..Jakbym miała w co włożyć ,chyba bym zabrała je wszystkie z plaży.
Ale mąż obiecał mi że jeszcze tam wrócimy to nazbieramy i przewieziemy samochodem cały worek::))))Są takie gładziutkie,kocham kamienie.



OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO

A w zagrodzie?
Pigwa rozkwita ☺
Motyle już latają☺
Wszystko zaczyna kwitnąć z opóźnieniem.☺
Z tarasu uchwyciłam parkę łabędzi
powracających do gniazda ☺
Święta spokojne.
Nasz kościołek.

10 minut w kościele i do domku::))
Tu raz dwa ,poświęcą i koniec.Ale pomodliłam się do Boga,zdążyłam::)))
Pozostały świąteczne bukiety.
A u mnie dalej robota ☺☺☺
Pozdrawiam cieplutko.Dziękuję za życzenia.Odwiedzę w wolnej chwili.